Ogłoszenie

Aktualności - www.facebook.com/sopw.kolejka.marecka                                   Aktualności - www.facebook.com/sopw.kolejka.marecka                            

Apel – pomóżmy rodzinie Temlerów w poszukiwaniu pamiątek



#1 17.10.2008 18:30:39

chrisfox

administrator

status 1
GG? ni mom i nie bede mioł
Skąd: z getta
Zarejestrowany: 8.03.2007
Posty: 11806
WWW

Borgwardem po Starym Mieście

Wszyscy na pewno wiedzą. Ja się na Powstaniu nie znam, więc wiem od niedawna. W książce "Długa 7 w Powstaniu Warszawskim", Robert Bielecki opisuje między innymi - bardzo szczegółowo - historię nosiciela ładunków wybuchowych "zdobytego" 13 sierpnia na Podwalu. Zawsze głupawo mi się wydawało, że Borgward od Placu Zamkowego pojechał sobie najkrótszą drogą na Kilińskiego. Otóż nie. Po rozbiórce barykady, pojazd udał się Podwalem, Piekarską i Zapieckiem na Rynek, gdzie powitał go major Róg - zgodnie z którego decyzją, wpuszczono urządzenie za linie. Potem trasa wiodła Nowomiejską, Podwalem do Kilińskiego. Dopiero tu, na drugiej z kolei (niedokończonej, o wysokości poniżej metra) barykadzie, którą kierowca próbował pokonać bez konieczności rozbiórki, nastąpiła eksplozja.

Planowano dotrzeć do Pałacu Raczyńskich, żeby i Bór mógł się nacieszyć.


Rozczyn dzieł Marksa wlany w bydląt czaszki
Wytwarza z mózgiem przedziwną miksturę

Offline

 

#2 17.10.2008 18:47:53

Yorik

Moderator

Skąd: z Nienacka
Zarejestrowany: 11.03.2007
Posty: 2530

Re: Borgwardem po Starym Mieście

Podczas pokonywania tej barykady ponoć zwolniono (zsunęła się?) skrzynię z ładunkiem wybuchowym, którą miał SdKfz 301. "Bór" na skutek wybuchu został bodajże kontuzjowany. Pisze "ponoć" i "bodajże", bo nie mam teraz możliwości sprawdzenia dokładnie w mądrych księgach. W drodze do Borgwarda był specjalnie ściągnięty saper od "Gustawa", który miał oglądnąć pojazd i ewentualnie go  rozminować. Nie zdążył.
A tutaj zdjęcie placyku przy Kilińskiego po eksplozji. Zdjęcie zrobione przez Wiesława Chrzanowskiego (mieliśmy je okazję oglądać podczas wycieczki do MPW). Ten kamienny cokolik stoi przecież do dzisiaj (jak znajdę wkleję zdjęcie). Być może pęknięcie na nim widoczne pochodzi właśnie od eksplozji (chociaż Borgward walnął z drugiej strony, a dziura jest od Długiej).

http://img235.imageshack.us/img235/7386/img4954jpgmaycg3.jpg

A tutaj barykada na Długiej przy Kilińskiego. Po lewej Ministerstwo Sprawiedliwości,  w głębi Kilińskiego. Z tego domu na rogu z balkonami Wiesław Chrzanowski zapewne robił zdjęcie placyku po eksplozji.

http://img225.imageshack.us/img225/9573/img4957jpgmaynu4.jpg


ZDARZA SIĘ

Offline

 

#3 18.10.2008 00:27:46

Anek

Moderator

Skąd: duszą z Mokotowa
Zarejestrowany: 6.08.2008
Posty: 359

Re: Borgwardem po Starym Mieście

Moja osobista wiedza o Powstaniu jest niestety wciąż zbyt mizerna, na to, żebym się ośmieliła sama o nim pisać, więc podeprę się wymienionym przez Krzysia autorem i jego książką „„Gustaw”-„Harnaś” dwa powstańcze bataliony”, w której Robert Bielecki rozważa przyczyny wybuchu:
„Wiemy, że eksplozja nastąpiła wkrótce po przekroczeniu niskiej barykady na Kilińskiego, kiedy to od tankietki oderwała się stalowa skrzynka. Według najbardziej prawdopodobnej wersji powstańczy kierowca, wjeżdżając na tę barykadę – kiedy to musiał zmieniać biegi, a więc manipulować drążkami – przypadkiem uruchomił dźwignię zwalniającą stalową skrzynkę z materiałem wybuchowym. (…)
Być może wstrząs po upadku na jezdnię uruchomił mechanizm odpalający. Od upadku skrzynki do eksplozji minęło niewiele czasu – od kilkudziesięciu sekund do paru minut. Jak długi był to okres, nie sposób już dziś ustalić.
Wiemy, że paru ludzi podniosło skrzynkę i próbowało przytwierdzić ją do pancerza. (…)
Wybuch nastąpił w wyniku wstrząsu spowodowanego upadkiem skrzynki, albo też – co mniej prawdopodobne – w rezultacie manipulacji dokonanych przez żołnierzy, starających się umieścić tę skrzynkę na pancerzu. Jeśli zapalnik był zablokowany, to takie manipulacje mogły mu przywrócić jego sprawność.”

http://kolejkamarecka.pun.pl/_fora/kolejkamarecka/gallery/91_1224282058.jpg
Na powojennym zdjęciu Leonarda Sempolińskiego resztki Borgwarda B IV, który eksplodował 13.VIII.1944 przy Kilińskiego 3


Najważniejsze jest niewidoczne dla oczu. Szukać należy sercem. [Antoine de Saint-Exupery]

Offline

 

#4 18.10.2008 00:38:12

chrisfox

administrator

status 1
GG? ni mom i nie bede mioł
Skąd: z getta
Zarejestrowany: 8.03.2007
Posty: 11806
WWW

Re: Borgwardem po Starym Mieście

W "Długiej 7..." tego (upadku ładunku) nie ma. Przejrzę jeszcze spokojnie powoływane tam relacje - ale to może już jutro


Rozczyn dzieł Marksa wlany w bydląt czaszki
Wytwarza z mózgiem przedziwną miksturę

Offline

 

#5 18.10.2008 08:46:00

chrisfox

administrator

status 1
GG? ni mom i nie bede mioł
Skąd: z getta
Zarejestrowany: 8.03.2007
Posty: 11806
WWW

Re: Borgwardem po Starym Mieście

Rzeczywiście, tam tego szczegółu nie ma. Może nie wydał się w tym momencie autorowi niczym specjalnie istotnym, zresztą przytoczone relacje świadków wybuchu pochodzą od osób, które ze względu na otaczający pojazd tłum, mogły nie mieć możliwości zaobserwowania upadku skrzyni z ładunkiem.


Rozczyn dzieł Marksa wlany w bydląt czaszki
Wytwarza z mózgiem przedziwną miksturę

Offline

 

#6 18.10.2008 12:39:22

Yorik

Moderator

Skąd: z Nienacka
Zarejestrowany: 11.03.2007
Posty: 2530

Re: Borgwardem po Starym Mieście

Anek napisał:

Być może wstrząs po upadku na jezdnię uruchomił mechanizm odpalający. Od upadku skrzynki do eksplozji minęło niewiele czasu – od kilkudziesięciu sekund do paru minut. Jak długi był to okres, nie sposób już dziś ustalić.
Wiemy, że paru ludzi podniosło skrzynkę i próbowało przytwierdzić ją do pancerza. (…)
Wybuch nastąpił w wyniku wstrząsu spowodowanego upadkiem skrzynki, albo też – co mniej prawdopodobne – w rezultacie manipulacji dokonanych przez żołnierzy, starających się umieścić tę skrzynkę na pancerzu. Jeśli zapalnik był zablokowany, to takie manipulacje mogły mu przywrócić jego sprawność.”

Samo zwolnienie ładunku mogło uruchomić automatycznie mechanizm zapalnika. Wszakże tak to działało - SdKfz 301 podjeżdżał pod obiekt, pozostawiał trapezowatą skrzynię z ładunkiem i się wycofywał.
Ciekawa jest sprawa przejęcia tego pojazdu i zabrania go z barykady na Podwalu.
Co do zdjęcia - Tato mi opowiadał, że widział jeszcze resztki tego Borgwarda na początku 1945 roku tak jak na zdjęciu L. Sempolińskiego (zresztą trudno było nie zauważyć) i ślady krwi oraz szczątków ludzkich na murach.


ZDARZA SIĘ

Offline

 

#7 18.10.2008 14:41:03

chrisfox

administrator

status 1
GG? ni mom i nie bede mioł
Skąd: z getta
Zarejestrowany: 8.03.2007
Posty: 11806
WWW

Re: Borgwardem po Starym Mieście

Yorik napisał:

Samo zwolnienie ładunku mogło uruchomić automatycznie mechanizm zapalnika.

No właśnie... Cały czas głupio - z rozpędu - mi się wydawało, że ładunek odpalany był przewodowo. A tam chyba rzeczywiście był zapalnik czasowy. Zwolnili skrzynkę i wystarczyło.

Samo przejęcie pojazdu, też jest dobrze opisane. Pewnie wszyscy wiedzą, więc nie będę się wychylać. Jedno może przemawiać za możliwością zdalnego odpalenia ładunku. Pierwszy z żołnierzy badających znalezisko stwierdził, że znalazł w środku "coś w rodzaju radiostacji". Niektóre (nie wiem, na ile poważne) źródła twierdzą, że B IV mógł być kierowany zdalnie, drogą radiową (ponoć istniał nawet próbny egzemplarz wyposażony w kamerę). Z drugiej strony, Bielecki argumentuje, że Niemcom znacznie bardziej zależało na zniszczeniu zamykającej Podwale barykady, niż jakiejś spektakularnej hekatombie gdzieś na tyłach - i ten argument mocno do mnie trafia. Z drugiej strony, zastanawia, że Niemcy nie próbowali Borgwarda ściągnąć z powrotem, ani też zniszczyć. A - skoro już był pod barykadą - można przecież było próbować ogniem ustawionego w bezpiecznej odległości czołgu, spowodować eksplozję, która zapewne otworzyłaby atakującym drogę w głąb Starówki. Można też było - o ile wspomniana "radiostacja" do tego służyła - uruchomić zapalnik zdalnie. Czasu było dużo, nosiciel stał pod barykadą około sześciu godzin. Ciekawa historia.


Rozczyn dzieł Marksa wlany w bydląt czaszki
Wytwarza z mózgiem przedziwną miksturę

Offline

 

#8 18.10.2008 15:29:54

Yorik

Moderator

Skąd: z Nienacka
Zarejestrowany: 11.03.2007
Posty: 2530

Re: Borgwardem po Starym Mieście

Co do przejęcia Borgwarda, to ponoć żołnierze  którzy go przejęli mieli czarne berety, co wskazywałoby na jakąś jednostkę "zmotoryzowaną". W jednej z książek z serii "Warszawskie Termopile 1944" padła nawet hipoteza, ze mogli to być członkowie brygady zmotoryzowanej, której siedziba mieściła się na Długiej i właśnie tam ciągnęli Borgwarda. Faktycznie na Długiej w budynku sąsiadującym z Kościołem Garnizonowym była np. kwatera Brygady Zmotoryzowanej "Młot". Ale to tylko sfera domysłów. Ci, którzy mogliby coś na ten temat powiedzieć wyparowali w ułamku sekundy w tamto tragiczne późne popołudnie 13 sierpnia.


ZDARZA SIĘ

Offline

 

#9 18.10.2008 17:47:28

chrisfox

administrator

status 1
GG? ni mom i nie bede mioł
Skąd: z getta
Zarejestrowany: 8.03.2007
Posty: 11806
WWW

Re: Borgwardem po Starym Mieście

Kilka fragmentów:

stawiacz min podpełzł do barykady i wspiąwszy się na nią, czy też może tylko dotknąwszy jej, znieruchomiał (...) posypały się butelki z benzyną (...) stanął w płomieniach, ale palił się dosyć niemrawo. Z jego wnętrza wyskoczył kierowca w czarnym mundurze czołgisty i skulony pobiegł ku ruinom kamienicy Johna

(...) kpt. "Gustaw" wiedział już, że jego ludzie "zdobyli czołg" (...) Dowódca batalionu z wyraźną nieufnością odnosił się do całej sprawy. Za łatwa wydawała mu się ta "zdobycz" (...) dlatego też nakazywał ostrożność, która w tym wypadku miała polegać na "nieczynieniu niczego". Godził się jedynie na jeszcze jedne oględziny (...) Po naradzie, która trwałą zapewne do godziny 13, kpt. "Gustaw" wysłał meldunek do swego przełożonego, mjr. "Roga" (...) Mjr "Róg" zupełnie inaczej podszedł do tej sprawy. O godzinie 14 wysłął do płk. "Wachnowskiego" meldunek następującej treści: "Godz. 13.45 butelkami spalono lekki czołg przy barykadzie Podwale." (...) Podana tu godzina "spalenia czołgu" nie jest prawidłowa, opisane przed chwilą wydarzenia rozgrywały się wcześniej. Mjr "Róg" albo nie wiedział o tym, albo też chciał wykazać się "natychmiastową reakcją" (...)

cdn


Rozczyn dzieł Marksa wlany w bydląt czaszki
Wytwarza z mózgiem przedziwną miksturę

Offline

 

#10 18.10.2008 18:06:20

Anek

Moderator

Skąd: duszą z Mokotowa
Zarejestrowany: 6.08.2008
Posty: 359

Re: Borgwardem po Starym Mieście

Yorik napisał:

Samo zwolnienie ładunku mogło uruchomić automatycznie mechanizm zapalnika.

Też jestem skłonna przychylić się do wersji, że zapalnik czasowy uruchamiał się automatycznie w momencie zwolnienia zaczepu ładunku i zsunięciu się go pochyłym pancerzu. Przy pokonywaniu barykady na Kilińskiego kierowca prawdopodobnie przypadkowo spowodował wyczepienie ładunku, a tym samym uruchomienie zapalnika czasowego i w konsekwencji ogromną eksplozję.
Aczkolwiek, jak konkluduje Robert Bielecki, pewnie „nigdy już chyba nie dowiemy się, czy ładunek został odpalony przez Niemców drogą radiową, czy też w wyniku zapalnika o działaniu ze zwłoką. Wygląda na to, że jedno i drugie urządzenie działało wadliwie. Skoro do chwili zabrania tankietki z barykady na Podwalu, przez co najmniej pięć godzin, nie nastąpił wybuch, należy sądzić, że zapalnik był uszkodzony bądź zablokowany.”

(Znalazłam jeszcze trochę materiału o "Borze", ale to już później, bo teraz jestem troszkę nieczasowa.)


Najważniejsze jest niewidoczne dla oczu. Szukać należy sercem. [Antoine de Saint-Exupery]

Offline

 

#11 18.10.2008 18:31:02

Yorik

Moderator

Skąd: z Nienacka
Zarejestrowany: 11.03.2007
Posty: 2530

Re: Borgwardem po Starym Mieście

Jednakże podobno zapanowała dziwna cisza ze strony niemieckiej po porzuceniu Borgwarda pod barykadą na Podwalu.


ZDARZA SIĘ

Offline

 

#12 18.10.2008 20:41:52

chrisfox

administrator

status 1
GG? ni mom i nie bede mioł
Skąd: z getta
Zarejestrowany: 8.03.2007
Posty: 11806
WWW

Re: Borgwardem po Starym Mieście

Coś takiego chyba było - chociaż przez przynajmniej jakiś czas (chyba po wycofaniu się czołgu, który początkowo pojawił się razem z Borgwardem i powrocie obsady, którą w pierwszym momencie z barykady wycofano), okolice były ostrzeliwane przez km z wieży Zamku. Może Niemcy początkowo chcieli zdetonować ładunek (na Podwalu) drogą radiową a gdy ten sposób zawiódł, zdali się na los szczęścia - i niechcący im się udało? Chociaż... jakieś to takie nieniemieckie, nie bardzo wierzę.

Poczytajmy dalej:

O godzinie 15.30 "Róg" wysłał kolejny meldunek do "Wachnowskiego" (...) Z meldunku tego jasno wynika, że mjr "Róg" nie podzielał podejrzeń kpt. "Gustawa". "Zdobycie czołgu" uznał za swój sukces i był już teraz zdecydowany wprowadzić pojazd w obręb Starówki. (...) w jego obu meldunkach nie ma dowodów żadnych działań, żadnych poleceń uważnego i dokładnego sprawdzenia, czy pojazd nie jest jakąś pułapką (...) Z drugiej strony trzeba też wziąć pod uwagę, że płk "Wachnowski", który drugi meldunek "Roga" dostał nie później, niż o godzinie 16, nie zareagował nań żadnymi dyspozycjami nakazującymi ostrożność w stosunku do podrzuconego pojazdu.

Tymczasem na Podwalu...

O godzinie 16 u ppor. "Kostki" z kompanii "Harcerskiej" i por, "Janka" z kompanii "Aniela" zameldowało się dwu zołnierzy, którzy oświadczyli, że otrzymali rozkaz "zbadania czołgu" i jego ewentualnego uruchomienia. Żyjący do dziś powstańcy z kompanii "Harcerskiej" Maciej Nasierowski ("Brzoza"), Lech Pecho ("Ogrodziński"), Witold Trzeciakowski ("Tur"), Ludwik Wyporek ("Miętus"), a także sanitariuszka Ewa Orlikowska-Krasnowolska ("Ewa-Maria"), która opatrywała jednemu z przybyłych skaleczoną rękę, są przekonani, że byli to żołnierze z dyonu motorowego "Młot". Zastępca dowódcy zgrupowania "Gozdawa", kpt. "Ognisty" pisze natomiast w swych wspomnieniach, że byli to strz. "Czymbo" (Zygmunt Salwa) i strz. "Szczawiński" (Henryk Paczkowski) z kompanii motorowej "Orlęta" jego zgrupowania.

Najbardziej prawdopodobny przebieg wydarzeń wyglądał więc następująco: mjr "Róg", jako dowódca odcinka, na którym "zdobyto czołg", wydał rozkaz jego uruchomienia i wprowadzenia w obręb Starówki.

cdn


Rozczyn dzieł Marksa wlany w bydląt czaszki
Wytwarza z mózgiem przedziwną miksturę

Offline

 

#13 18.10.2008 23:13:02

chrisfox

administrator

status 1
GG? ni mom i nie bede mioł
Skąd: z getta
Zarejestrowany: 8.03.2007
Posty: 11806
WWW

Re: Borgwardem po Starym Mieście

Dalej...

Rozkaz uruchomienia czołgu otrzymali rzeczywiście wymienieni przez "Ognistego" strzelcy Zygmunt Salwa i Henryk Paczkowski, nalezący do kompanii motorowej "Orlęta", ale poprzednio - zapewne - zaliczani do dywizjonu motorowego. Kompania "Orlęta" stacjonowała przy ul. Kilińskiego 5, u zbiegu z Długą. Na tymże narożniku, tyle że w kamienicy przy Długiej 9, kwaterował dywizjon motorowy "Młot" (...) po godzinie 16 przystąpiono do nowych oględzin "tankietki". Uczestniczyli w tym Zygmunt Salwa i Henryk Paczkowski. (...) nie stwierdzono niczego podejrzanego. Zresztą należy sądzić, że obaj żołnierze z kompanii "Orląt" byli z góry nastawieni na zabranie "tankietki" i nie bardzo starali się dopatrzeć jakichkolwiek przeciwwskazań. Tu warto zwrócić uwagę, że Zygmunt Salwa miał tylko 18 lat, a więc nie był ani doświadczonym zołnierzem, ani też człowiekiem dojrzałym


Rozczyn dzieł Marksa wlany w bydląt czaszki
Wytwarza z mózgiem przedziwną miksturę

Offline

 

#14 19.10.2008 20:46:00

Anek

Moderator

Skąd: duszą z Mokotowa
Zarejestrowany: 6.08.2008
Posty: 359

Re: Borgwardem po Starym Mieście

Komenda Główna AK z gen. "Borem" przeniosła się ze szkoły na Barokowej na Długą 7 zaledwie tego dnia, i zajęła pomieszczenia na parterze od strony Kilińskiego.
A sam "Bór" tak opisuje we wspomnieniach to tragiczne wydarzenie:
W samo południe* zwabił mnie do okna dobiegający z ulicy odgłos jadącego opancerzonego wozu amunicyjnego, któremu towarzyszyła głośna wrzawa. Był to niemiecki wóz z zatkniętą na przodzie flagą. Jego załogę stanowiło kilku polskich żołnierzy. Kierowca przejechał sprawnie przez barykadę wśród okrzyków tłumu kobiet i dzieci, zwrócił i stanął w poprzek jezdni u skaju chodnika. W tej samej chwili oślepił mnie błysk i słup ognia, spowity zwałami dymu i kurzu. Jednocześnie nastąpił huk potężnego wybuchu. Podmuch rzucił mnie spod okna na podłogę u przeciwległej ściany. Posypały się szyby, tynk runął z sufitu, a tumany pyłu unosiły się w powietrzu. Zupełnie ogłuszony podniosłem się po chwili, aby podejść do okna lub raczej do otworu w ścianie, który poprzednio był oknem. Dym i kurz opadał z wolna, odsłaniając straszliwe skutki wybuchu.(...)
*) w rzeczywistości było parę minut po godzinie 18-ej


Najważniejsze jest niewidoczne dla oczu. Szukać należy sercem. [Antoine de Saint-Exupery]

Offline

 

#15 19.10.2008 23:27:46

Anek

Moderator

Skąd: duszą z Mokotowa
Zarejestrowany: 6.08.2008
Posty: 359

Re: Borgwardem po Starym Mieście

Znalazłam właśnie w sieci:

"(...) 13 sierpnia 1944 r. na ulicy Kilińskiego wybuchł niemiecki stawiacz min. Zginęło około 300 osób. Tragedii mógł zapobiec pirotechnik Batalionu "Gustaw" Witold Piasecki "Wiktor". Nie zdążył.
(...) Witold Piasecki, pseudonim "Wiktor" zna niemal każdy szczegół. Godzina po godzinie odtwarza wydarzenia tamtego feralnego dnia. Od lat analizuje i kojarzy fakty, zbiera relacje, studiuje niemieckie dokumenty i pisze artykuły, by - jak mówi - dać świadectwo prawdzie. To właśnie on był tym pirotechnikiem, który miał zbadać niemiecki pojazd.
(...) - Spodziewaliśmy się natarcia Niemców. Wiedzieliśmy, że chcą przeciąć bronione przez nas Stare Miasto wzdłuż Podwala. Mieliby wtedy doskonałą trasę komunikacyjną wschód - zachód - tłumaczy Witold Piasecki.
Pracował w powstańczej wytwórni granatów i min przy Świętojerskiej. Noc z 12 na 13 sierpnia wspomina jako spokojną. Dopiero po 8 rano z opanowanego przez Niemców Krakowskiego Przedmieścia na plac Zamkowy wjechały dwa niemieckie czołgi typu Panzer IV. Zaczęły strzelać w stronę polskich stanowisk na Świętojańskiej i Podwalu. Po chwili zza czołgów wyłoniła się niewielka tankietka i rozpoczęła rajd wprost na przegradzającą Podwale barykadę. Na szarżujący pojazd poleciały butelki z benzyną. Płonąca maszyna utknęła na barykadzie. Otworzyła się klapa, wyskoczył Niemiec i pędem uciekł. Powstańcy natychmiast ugasili tankietkę piaskiem. Zajrzeli do środka. Nie było żadnego uzbrojenia, tylko radio.
- Nigdy wcześniej nie widzieliśmy takiego pojazdu. Niemcy przeciw powstańcom użyli go po raz pierwszy - mówi Witold Piasecki.
Dowódca batalionu kpt. Ludwik Gawrych "Gustaw" i jego zastępca Włodzimierz Stetkiewicz "Włodek" kazali swoim żołnierzom trzymać się od tankietki z daleka. Podejrzewali, że porzucenie jej może być jakimś podstępem wroga, który zaraz potem niemal zaprzestał ataków, i tego dnia na Starówce panowała dziwna cisza.
- Jako batalionowy pirotechnik zostałem wezwany do dowództwa na odprawę. Kpt. "Gustaw" polecił mi zbadać tajemniczy pojazd. Miałem to zrobić wieczorem, pod osłoną zmierzchu - opowiada "Wiktor".
Poszedł do pracy. Swoją zmianę w wytwórni granatów skończył po 17 i wyruszył z dwoma pomocnikami do kwatery na Kilińskiego. Było upalne popołudnie. Po drodze zobaczył biegnących ludzi. Wołali: "Czołg, czołg zdobyty!". Okazało się, że żołnierze któregoś z powstańczych oddziałów zmotoryzowanych wprowadzili tankietkę na Starówkę. Mogli być z dywizjonu motorowego "Młot", ale może też z kompanii motorowej "Orlęta". Przejęli pojazd, twierdząc, że mają polecenie Dowództwa Obrony Starego Miasta.
- Ale żadnego dokumentu nie przedstawili. Działali samowolnie - mówi Witold Piasecki.
Bez żadnego przygotowania jeździli uliczkami, budząc euforię mieszkańców Starówki.
- Z przodu na pancerzu siedziała bardzo ładna dziewczyna w przykrótkiej spódniczce - pamięta Leszek Grodecki "Lis" z Batalionu "Parasol".
Przejechali Podwalem, Piekarską, minęli Zapiecek i Rynek Starego Miasta (stąd przegnał ich dowódca zgrupowania - mjr "Róg"), później Nowomiejską i w lewo Podwalem do Kilińskiego. Tam właśnie "Wiktor" minął kłębiący się wokół "czołgu" tłum. Jeden z czołgistów - w czarnym berecie - krzyknął: "Rozstąpić się, bo rzucę granatem!". Dochodziła 18. Maszyna była już u zbiegu Podwala i Kilińskiego. Tu pokonała niewielką barykadę. Wówczas zsunęła się z niej umieszczona z przodu metalowa skrzynia.
- Czułem, że zaraz stanie się coś złego. Przyspieszyłem kroku, wszedłem do bramy naszej kwatery przy Kilińskiego 3 i wtedy uderzyła mnie fala powietrza. Mój krok zmienił się w skok, upadłem w ogródku na podwórzu. W bramie szalało morze ognia - relacjonuje "Wiktor". - W bramie był skład butelek zapalających. Leżały też granaty przyniesione przez nas z wytwórni. Kijami i bosakami wyciągaliśmy całe jeszcze butelki i granaty ze strefy ognia. Złapałem kogoś z zegarkiem. Była 18.07.
Wybuch spowodował masakrę. Zabił wszystkich stojących w pobliżu, zerwał balkony kamienic, na które wylegli ludzie. Ponieważ w okolicznych budynkach stacjonowali powstańcy, niektóre oddziały wręcz przestały istnieć.
(...) Kpt. "Gustaw" zażądał przeprowadzenia śledztwa i wskazania winnych tragedii. Jednak w obliczu coraz silniejszych niemieckich ataków nikt nie miał do tego głowy.

Historycy i znawcy uzbrojenia nie mają wątpliwości: "czołg", który eksplodował na Kilińskiego, to stawiacz min Funklenkpanzer-Schwerer Ladungstraeger, typ B IV, używany przez Niemców m.in. do niszczenia barykad. A wspomniana skrzynia była właśnie ową miną, która po odczepieniu i oddaleniu się pojazdu na bezpieczną odległość miała wybuchnąć z ogromną siłą, roznosząc zaporę na Podwalu. Powstańcy pokrzyżowali te plany. Czy zatem określenie "czołg-pułapka" jest zupełnie nieprawdziwe?
- Ani czołg, ani pułapka. Niemcy porzucili podpalony stawiacz min. Może liczyli na to, że Polacy zaczną przy nim manipulować i sami wysadzą barykadę - odpowiada Mariusz Komacki, ekspert od uzbrojenia. - Stało się inaczej. Powstańcy, którzy jeździli tym pojazdem po Starówce, musieli przy pokonywaniu przeszkody u zbiegu Podwala i Kilińskiego złapać za dźwignię. To spowodowało zsunięcie się ładunku i uruchomienie zapalnika czasowego. I tyle.

Witold Piasecki ma własną teorię:
- Analizowałem zachowanie wroga. Niemcy mogli od razu zniszczyć ten pojazd, np. strzelając do niego z czołgu, i nie dopuścić do przejęcia go przez powstańców. Oni jednak woleli, żeby stawiacz min został wprowadzony na Starówkę. Przerwali ostrzał, by więcej ludzi wyszło na ulice oglądać "zdobycz". W tym sensie celowo zmienili ją w pułapkę."

http://miasta.gazeta.pl/warszawa/1,34889,2868052.html


Najważniejsze jest niewidoczne dla oczu. Szukać należy sercem. [Antoine de Saint-Exupery]

Offline

 

#16 27.09.2019 08:30:08

chrisfox

administrator

status 1
GG? ni mom i nie bede mioł
Skąd: z getta
Zarejestrowany: 8.03.2007
Posty: 11806
WWW

Re: Borgwardem po Starym Mieście

Przypadkiem natrafiłem na relację Witolda Piaseckiego - pirotechnika, który otrzymał zadanie zapoznania się ze znaleziskiem z Podwala. Tu: https://www.kombatanci.gov.pl/images/DO … 201007.pdf strona 24. Numer w ogóle ciekawy, pisał w nim Juluisz Kulesza, jest niesamowity artykuł o pomniku z pl. Krasińskich...


Rozczyn dzieł Marksa wlany w bydląt czaszki
Wytwarza z mózgiem przedziwną miksturę

Offline

 

                                 Czasy takie, że na fb też trzeba trochę istnieć - zajrzyjcie do nas i tam. A tu jesteśmy już od dobrych dziesięciu lat :)                                

adres IP


Stopka forum

RSS
Powered by PunBB 1.2.23
© Copyright 2002–2008 PunBB
Polityka cookies - Wersja Lo-Fi


Darmowe Forum | Ciekawe Fora | Darmowe Fora
dowiedz się więcej pełen artykuł zakład pogrzebowy warszawa