Ogłoszenie

Aktualności - www.facebook.com/sopw.kolejka.marecka                                   Aktualności - www.facebook.com/sopw.kolejka.marecka                            

Apel – pomóżmy rodzinie Temlerów w poszukiwaniu pamiątek


#1 30.06.2008 09:56:36

Yorik

Moderator

Skąd: z Nienacka
Zarejestrowany: 11.03.2007
Posty: 2530

Spiska 14

Dzisiaj mija 65. rocznica aresztowania gen. Stefana Roweckiego "Grota". W związku z tym wrzucam kilka zdjęć domu związanego z tym smutnym wydarzeniem. Na szczęście, poza kilkoma szczegółami, dom zachował sie nieźle. Nawet poręcz klatki schodowej chyba jeszcze pamięta ten tragiczny 30. czerwca 1943r.

Fronton kamienicy

http://img84.imageshack.us/img84/7168/dscf9567jpgmayhq6.jpg

Brama

http://img100.imageshack.us/img100/7620/dscf9569jpgmayld3.jpg

Widok na klatkę schodową przez szybę w drzwiach bramy

http://img70.imageshack.us/img70/3987/dscf9570hfjpghfjpgmayrd7.jpg

Klatka schodowa, parter, widok na bramę od ulicy.

http://img154.imageshack.us/img154/5029/dscf9594hffilteredjpgmaqr7.jpg

Klatka schodowa, parter, widok na schody i zejście na podwórze

http://img154.imageshack.us/img154/5282/dscf9571hfjpgmayjpgmayvi5.jpg

Widok z półpiętra na I piętro

http://img291.imageshack.us/img291/5152/dscf9572jpgmayjpgmayzx0.jpg

Po prawej  drzwi do konspiracyjnego lokalu

http://img247.imageshack.us/img247/299/dscf9575jpgmayyx0.jpg

Widok ze schodów prowadzących na II piętro

http://img154.imageshack.us/img154/9436/dscf9588jpghffilteredjpxu7.jpg

Wejście do mieszkania Spiska 14/10. To stąd "wygarnięto" "Grota" 65 lat temu.

http://img100.imageshack.us/img100/8374/dscf9573jpghfjpgmayvp2.jpg

http://img78.imageshack.us/img78/6452/dscf9585jpghffilteredjpmb7.jpg

Podwórze dzisiaj

http://img100.imageshack.us/img100/8868/dscf9596jpghfjpgmaygl1.jpg

http://img154.imageshack.us/img154/9387/dscf9581jpgmayei7.jpg

http://img237.imageshack.us/img237/4769/dscf9579jpgmaypz6.jpg

Zejście z I piętra. Tędy "Grot" schodził już jako uwięziony

http://img100.imageshack.us/img100/4392/dscf9589jpghfjpgmaykv2.jpg

P.S.
Pragnę serdecznie  podziękować Nieznajomemu Panu Listonoszowi, dzięki którego uprzejmości  mogłem zrobić te zdjęcia. Marna nadzieja, że te podziękowania dotrą kiedyś do adresata, ale może. Cuda się zdarzają.


ZDARZA SIĘ

Offline

 

#2 30.06.2008 16:55:20

Daros

Moderator

Zarejestrowany: 13.05.2008
Posty: 1854

Re: Spiska 14

W dzisiejszej GW jest artykuł na temat tego zdarzenia (tzn. 30.06.08)

Offline

 

#3 30.06.2008 18:00:36

Yorik

Moderator

Skąd: z Nienacka
Zarejestrowany: 11.03.2007
Posty: 2530

Re: Spiska 14

Daros napisał:

W dzisiejszej GW jest artykuł na temat tego zdarzenia (tzn. 30.06.08)

Dzięki. Nie wiedziałem. Kiedyś w "Magazynie" był cały artykuł o Ludwiku Kalksteinie - zdrajcy.


ZDARZA SIĘ

Offline

 

#4 1.07.2008 13:21:17

Yorik

Moderator

Skąd: z Nienacka
Zarejestrowany: 11.03.2007
Posty: 2530

Re: Spiska 14

Czytałem i zastanawiam się, jak ktoś może napisać artykuł o szczegółach aresztowania, nie pisząc słowa o Świerczewskim, który śledził "Grota" i wykręcił numer telefonu na Gestapo tamtego ranka. Ale może za głupi jestem.


ZDARZA SIĘ

Offline

 

#5 24.02.2009 10:51:51

Yorik

Moderator

Skąd: z Nienacka
Zarejestrowany: 11.03.2007
Posty: 2530

Re: Spiska 14

Wracam do aresztowania "Grota". Przepisany artykuł z wczorajszego "Dużego Formatu" GW, który otrzymałem od nieocenionego Maćka:

Kalkstein
Adam Zadworny

Najważniejszy agent gestapo w Polsce, pisarz, bohater wywiadu AK, pijak i mitoman, potomek słynnego rycerza, esesman, uwodziciel, kapuś bezpieki. To jeden człowiek

8 listopada 1672 roku. Rynek w Kłajpedzie.  Największy wróg Wielkiego Elektora z trudem wspina się na szafot. Tym razem na ucieczkę nie ma szans. Każdy ruch sprawia mu ból. W ostatnich dniach wisiał na łańcuchu głową w dół, przypiekano mu boki rozpalonym żelazem i połamano palce. Egzekucję obserwuje komisja sędziowska i gawiedź. Chce zobaczyć, jak kat ścina głowę polskiemu pułkownikowi.
W tłumie stoi żona skazańca z sześcioma synami. Wkrótce przeczyta im ostatni list od męża. Prosi ją, aby wyjechała do Rzeczypospolitej i nauczyła dzieci języka polskiego.

292 lata, 8 miesięcy i 4 dni później potomek ściętego w Kłajpedzie rycerza wychodzi z więzienia w Strzelcach Opolskich.

ŚWIERKIEWICZ

Lekkie pióro

Listopad 1946 roku, Szczecin.

"Kurier Szczeciński", pierwsza polska redakcja w zburzonym przez alianckie naloty dywanowe niedawnym mieście Stettin. Wojciech Świerkiewicz szuka pracy. Przedstawia się jako były oficer angielskiej marynarki.

Zostaje korektorem, ale kiedy przynosi kilka własnych tekstów, dostaje etat dziennikarza.

Pisze reportaże z życia rybaków. W pokoju obok siedzi Bohdan Tomaszewski (później słynny komentator sportowy).

- Chodził w marynarskiej kurtce i czapce - wspomina Tomaszewski. - Miał błysk w oku, wygląd amanta i lekkie pióro. Pamiętam jego tekst o 30-milionowym jajku wyeksportowanym do Anglii. Szybko stał się redakcyjną gwiazdą. Chciał być pisarzem.

Świerkiewicz pisze marynistyczne opowiadania i słuchowiska radiowe. "Passat nuci

A-dur", "Jazz band na Victorii", "Ostatni rejs pana Twardowskiego".

Tomaszewski: - Nie dostrzegłem w nim wtedy żadnej tajemnicy, cienia dwuznaczności.

Pianistka

Małgorzatę najbardziej martwi, że jej ukochany godzinami siedzi przy stole wpatrzony w kieliszek wódki. Płacze.

Ona tłumaczy to sobie wojenną tajemnicą, o której on nie chce mówić.

Świerkiewicz związał się z nią po wielu romansach. Ona żyje z lekcji muzyki. Mieszkają w jej domu, w eleganckiej dzielnicy Braunsfelde przemianowanej na Pogodno.

Granica

Podczas przesłuchania na UB, 9 czerwca 1949 roku, podejrzany o próbę nielegalnego przekroczenia granicy Świerkiewicz tłumaczy: "Udałem się do strażnicy WOP w Dobrej celem zrobienia reportażu. Ponieważ jestem chory i piję wódkę, więc piłem po drodze i leżałem pod krzakami celem spoczynku. Gdy szedłem przez wieś, zatrzymali mnie jacyś obywatele z karabinami".

Śledztwo zostaje umorzone, bo Świerkiewicz zgadza się na współpracę z bezpieką. Wybiera pseudonim "Granica".


Dziś w jego teczce nie ma ani jednego donosu.

Osada

To on namawia wojewodę do akcji osadnictwa pisarzy na ziemi szczecińskiej.

Z propozycji korzysta między innymi Jerzy Andrzejewski, który ma dość krakowskiego Domu Literata i na trzy lata osiada w pięknej willi z ogrodem nad Jeziorem Głębokim. Zostaje szefem szczecińskiego Związku Literatów Polskich. Świerkiewicz chce założyć na wyspie Karsibórz osadę literacko-marynistyczną. Remontuje dom, w którym artyści spotykają się przy wódce.

Hollywood

"Urodziłem się 15 maja 1916 r. w Warszawie jako syn Mieczysława Świerkiewicza i Wandy Wilczyńskiej. W sierpniu 1939 ożeniłem się z Anną Sosnowską, studentką Szkoły Sztuk Pięknych. W kampanii wrześniowej byłem ranny. W latach 1940-45 byłem korespondentem wojennym i oficerem nawigacyjnym w marynarce alianckiej. Po powrocie do Polski dowiedziałem się, że moja matka, żona i dziecko zginęli w powstaniu. Nieszczęścia załamały mnie psychicznie. Zacząłem pić wódkę. Przepiłem nawet swoje odznaczenia bojowe".

Ten życiorys Świerkiewicz pisze, by zostać członkiem ZLP. Do związku przyjmuje go w 1951 roku Andrzejewski. Nie wie, że w życiorysie prawdziwe jest tylko jedno zdanie: "Zacząłem pić wódkę".

W "Kurierze" przyznają mu najwyższą, literacką wierszówkę. Szczeciński marynista reprezentuje ZLP na zjeździe czechosłowackich literatów. W wolnych chwilach pisze i rozsyła po instytucjach filmowych pomysły na scenariusze (znajomym chwali się, że jego autobiograficzny scenariusz chce kupić Hollywood). W końcu dostaje propozycję z warszawskiej wytwórni.

Zaraz potem znika.

PODPORUCZNIK "HANKA"

Stragan

13 marca 1920 roku, Warszawa.

Ludwik Kalkstein-Stoliński przychodzi na świat w domu swoich rodziców, prowadzących sklep z tekstyliami. Dają mu imię na cześć przodka, rycerza Christiana Ludwiga von Kalcksteina słynącego z brawurowych ucieczek z niewoli.

Ma starszą siostrę Ninę, która jest aktorką. Podpatruje jej próby. Marzy o morskich przygodach, uczestniczy w kursie żeglarskim. W 1939 roku kończy gimnazjum.

Po zdobyciu Warszawy przez hitlerowców kolega z klasy wciąga go do konspiracji. Ludwik biegle zna niemiecki. Wozi tajną pocztę, sprawdza się. Podziemie uznaje, że nadaje się do pracy w "Straganie" - akowskiej sieci wywiadowczej działającej w okupowanej Europie. Otrzymuje pseudonim "Hanka".

Pierwsze zadanie: obserwacja niemieckich oddziałów stacjonujących w Warszawie. "Hanka" robi zdjęcia przebrany za listonosza, liczy ciężarówki, udając żebraka.

Szef "Straganu" Stanisław Rogiński "Górski" poleca mu zorganizować samodzielną grupę wywiadowczą.

"Hanka" awansuje na podporucznika. Do grupy "H" wciąga rodzinę i przyjaciół. Jego zastępcą zostaje dwa razy od niego starszy szwagier Eugeniusz Świerczewski, mąż Niny. Jest krytykiem teatralnym i oficerem w stanie spoczynku. Przyjmuje pseudonim "Gens".

- O pozycji w podziemiu często decydowały zdolności, a nie stopień wojskowy - mówi historyk Andrzej Kunert, znawca okupacyjnej konspiracji. - Wysokimi rangą oficerami dowodzili ludzie, którzy wcześniej nie mieli nic wspólnego z armią. Tak było z szefem grupy "H".


Erika Dwa

Romans na rozkaz to ulubiona technika wywiadowcza "Hanki".

Na jego polecenie pewien aktor konspirator uwodzi żonę generała SS Kurta Fassbendera.

"Hanka": "Poleciłem mu, aby rozkochał w sobie Fassbenderową do tego stopnia, aby była gotowa do współpracy".

Niewierna żona esesmana zostaje agentką polskiego wywiadu. Pseudonim "Erika Dwa". Zdaje "Hance" relację z pobytu w kwaterze Hitlera.

"Hanka" marzy o zamachu na wodza III Rzeszy. Rozbudowuje agenturę. Jedna z dziewczyn z grupy "H" owija sobie wokół palca Hansa Pe-tzelta, kierownika kancelarii II Floty Powietrznej w Poznaniu. Petzelt zostaje jednym z najcenniejszych polskich szpiegów.

Przełożeni przymykają oko na wydatki grupy "H". Liczą się wyniki.

Podwładna "Hanki" wykrada z kasy pancernej na Okęciu plan sytuacyjny lądowisk w okupowanej Europie.

Ludzie z grupy "H" przejmują wzór chemiczny nowego stopu aluminium opracowany przez hitlerowskich naukowców.

Za te dwie akcje "Hanka" dostaje Krzyż Walecznych.

Piękna Blanka

Blanka Kaczorowska "Sroka" ma 19 lat i rysy Marleny Dietrich.

Pochodzi z Brześcia nad Bugiem. Jako sprzątaczka w niemieckim szpitalu w Siedlcach robi odpisy z księgi rannych na froncie wschodnim. Są tam cenne dla wywiadu daty, miejsca walk i numery jednostek wojskowych.

Nawiązuje też służbowy romans z intendentem na siedleckim lotnisku. Dzięki niemu zdobywa plan mobilizacyjny Hamburga.

We wniosku do odznaczenia przełożeni charakteryzują ją krótko: "Dzielność, odwaga, opanowanie".

Krzyż Walecznych dostaje 11 listopada 1941 roku, razem z "Hanką". Dowództwo przenosi ją do grupy "H". Blanka jest tam tłumaczką, maszynistką i sekretarką.

Jej związek z "Hanką" to miłosna konspiracja w konspiracji. O tym, że mieszkają razem, wie tylko rodzina.

On zmienia fałszywe nazwiska i planuje coraz bardziej zuchwałe akcje.

Kocioł

Jest kwietniowe przedpołudnie 1942 roku. "Hanka" leży w łóżku z Blanką.

Odwiedza ich jego ojciec. Mówi, że cioteczny brat "Hanki" jest szantażowany przez swojego agenta.


Idzie do kuzyna. Nie bierze palta, w którym ma zaszytą truciznę, ani broni. Wpada w kocioł.

Podczas przesłuchania jest bity, ale gra pionka. Udaje, że nie zna niemieckiego. Wciąż się trzyma.

Jesienią kontrwywiad AK dostaje pewną informację: "Hanka" został rozstrzelany.

HENCHEL

Ocalenie

Sierpień 1942 roku, Warszawa.

Untersturmführer Erich Merten z SS ma 39 lat, miłą powierzchowność i opinię najzdolniejszego w swojej sekcji.

To on przynosi na przesłuchanie broszurę opisującą niemieckie rody, od lat oddające swoich najlepszych synów armii. Jest tam nazwisko Kalckstein. To arystokratyczna rodzina z Prus Wschodnich. W XVII wieku, po pewnych dramatycznych wydarzeniach, jej część wyjechała do Rzeczypospolitej. Spolszczyła się. Przez wieki z nazwiska wypadła literka "c".

Merten mówi, że "Hanka" musi się zastanowić, jaka krew w nim płynie. To dla niego szansa na przeżycie. On nie reaguje.

Po kilku dniach pokazuje mu oficera wywiadu, który ma wybite wszystkie zęby, jest pijany i mówi, że Niemcy wiedzą o "Straganie" wszystko. "Hanka" wciąż milczy.

Gestapowcy aresztują jego rodziców i siostrę Ninę. Pokazują skatowanego ojca. Grożą, że to samo zrobią matce. "Hanka" podpisuje volkslistę i zgadza się na współpracę.

Gestapo rejestruje go jako tajnego agenta nr 97.

Komisja z Berlina

Po trzech miesiącach od aresztowania sypie swój sztab i agentów.

Do Warszawy przyjeżdża komisja z Głównego Urzędu Bezpieczeństwa Rzeszy. Ludzie z Berlina chcą dopaść dowódcę "Straganu", czyli "Górskiego".

- Nagle ujrzałem na ulicy sekretarkę "Górskiego". Zmienić się musiałem na twarzy, bo Merten zapytał, czy to jest łącznik. Musiałem mu powiedzieć, że tak - opowiada później "Hanka".

Świeża koszula

Podwładna "Górskiego" Wanda Ossowska widzi przez chwilę "Hankę" na Pawiaku. W nowej roli.

20 lat później we "Wspomnieniach więźniów Pawiaka" opisuje to tak: "Drzwi otworzyły się i wpadł młody chłopak. W świeżutkiej koszuli. Zawahał się chwilę i wybiegł. To był on! Kalkstein! To jego tak karmią, to on przegląda zeznania, prostując nasze kłamstwa".

Trzy miesiące po tym spotkaniu gestapo rozpuszcza plotkę o rozstrzelaniu "Hanki". Jego rodzina otrzymuje świadectwo zgonu.


Kalkstein - jako tajny agent Paul Henchel - farbuje czarne włosy na blond i nosi okulary. Dostaje samochód i mieszkanie w niemieckiej dzielnicy.

Wallenrod

Kiedy staje w drzwiach mieszkania Blanki, dopiero po długiej chwili dociera do niej, że to zmartwychwstały Ludwik.

Wyznaje jej, że jest Konradem Wallenrodem w gestapo: chce dostać się do kwatery Hitlera, zabić go i zmienić losy wojny. Prosi, aby mu w tym pomogła. Tej samej nocy oszołomiona Blanka przyjmuje jego oświadczyny. Biorą ślub w Radości, która jest wtedy nur für Deutsche.

Agent 97 przedstawia Mertena szwagrowi Eugeniuszowi Świerczewskiemu "Gensowi". Przekonuje go, że tylko on może uratować jego żonę Ninę. Świerczewski zostaje agentem 100. Blanka - 98. Mertenowi podoba się jej akowski pseudonim "Sroka", więc pozwala go zachować.

Mąż prosi ją, aby podała nazwiska ludzi z siedleckiej komórki wywiadu. Nic im nie grozi - zapewnia Merten.

Wydani przez nią wywiadowcy z Siedlec od razu trafiają pod ścianę. Zdradzony szef sekcji zachodniej "Straganu" Karol Trojanowski "Radwan" nie wytrzymuje tortur i ciągnie do piekła kolejnych. Dowódca wywiadu Marian Drobik "Dzięcioł" zostaje zakatowany na śmierć w Berlinie.

Kalkstein-Paul Henchel podczas aresztowań stoi z boku, ze spuszczoną głową. Podnosi wzrok, kiedy musi kogoś rozpoznać.

Niemcy zwalniają jego rodziców. Ojciec, który na Pawiaku ciężko się rozchorował, umiera po kilku tygodniach.

Argentyna

Kiedy Blanka pojmuje, że jej ukochany nie jest Wallenrodem, dręczą ją nocne koszmary.

On obiecuje jej, że wkrótce zerwą z gestapo i uciekną do Argentyny. Uczą się hiszpańskiego.

Na razie upija się co wieczór.

Nie potrafią uwolnić się od Mertena, który wciąż ma w ręku Ninę. Z okazji 40. urodzin dają mu w prezencie srebrną papierośnicę z wygrawerowanymi liczbami 97 i 100 oraz sroką.

Merten mówi, że wolałby dostać dowódcę AK.

Tysiąc marek

30 czerwca 1943 roku Eugeniusz Świerczewski "Gens", mąż Niny, rozpoznaje na ulicy Stefana "Grota" Roweckiego; W 1920 roku razem służyli w armii gen. Szeptyckiego. Śledzi go, a kiedy dowódca AK znika w kamienicy przy ul. Spiskiej 14, dzwoni na gestapo. Aresztowany "Grot" zostaje samolotem przetransportowany do Berlina.

Merten dostaje 1000 marek nagrody i urlop.

Kontrwywiad AK wszczyna śledztwo, w którym jest kilkanaście hipotez dotyczących tego, kto zdradził.

Gestapo wypuszcza z Pawiaka Ninę. Po kilku tygodniach umiera na zapalenie płuc.


Numer colta

W grudniu 1943 roku Świerczewski wciąga w pułapkę kolejnego oficera "Straganu" i dla pozorów daje się razem z nim aresztować na ulicy.

Kontrwywiad AK odkrywa, że noc po aresztowaniu spędził nie na Pawiaku, lecz we własnym domu. A także, że uchodzący od roku za martwego "Hanka" żyje. I to z Blanką.

25 marca 1944 roku podziemny sąd skazuje ich za zdradę na karę śmierci. Blanka ma zginąć na ulicy, ale żołnierze chowają broń, widząc jej wielki brzuch.

Potem AK namierza szwagrów i ciężarną Blankę w mieszkaniu przy ul. Cecylii Śniegockiej.

- Wynajęliśmy działkę warzywną nieopodal - wspomina w 1957 roku na łamach "Stolicy" Bernard Zakrzewski "Oskar", szef kontrwywiadu AK. - Nasz człowiek, "Stasiu", udający działkowca, zaprzyjaźnił się z dozorczynią ich kamienicy i zostawiał u niej narzędzia.

Według "Oskara" zdrajcy dzień przed egzekucją zmieniają adres. Trop się urywa. Później AK namierza ich pod Warszawą, ale przebrani w niemieckie mundury egzekutorzy nie zastają ich w domu.

Wciąż nie wiedzą, że są zdekonspirowani. W czerwcu 1944 roku Świerczewski sam zgłasza się do AK, twierdząc, że wrócił z Dyneburga i szuka utraconego kontaktu z wywiadem. W oficynie przy ul. Krochmalnej zamiast szefa wywiadu czeka na niego Stefan Ryś "Józef" i dwóch jego ludzi. Przy zdrajcy znajdują colta, niemieckie pozwolenie na broń i fotografię z dedykacją od Mertena zaczynająca się od słów: "Dem lieben Gens".

Ryś zauważa, że broń "Gensa" różni się od jego pistoletu tylko jedną cyfrą w numerze serii. Colta o takim numerze miał aresztowany pół roku wcześniej szef wywiadu "Dzięcioł".

Kiedy Ryś pyta: „Wydałeś »Dzięcioła «?”, Świerczewski tylko kiwa głową. Nie wydaje adresu szwagra. Ryś i jego ludzie wieszają „Gensa” na piwnicznej belce.

Lustro

Po śmierci szwagra Paul Henchel całymi dniami spogląda zza zasłony na ulicę. Kiedy zaczyna mówić do Blanki po niemiecku o planach nowej Europy, które snuje z Mertenem, ona podejrzewa go o obłęd. Pewnego dnia przychodzi do domu w mundurze SS. Długo stoi przed lustrem, wpatrując się w swoje nowe odbicie. Jako esesman nazywa się Konrad Stark.

Na początku powstania Blanka ucieka z kilkutygodniowym synem z Warszawy. On pozostaje przy Mertenie, ale nie chce walczyć. Wśród powstańców są członkowie jego rodziny. Jego stryj Tadeusz Kalkstein-Stoliński ginie 6 sierpnia na Wiejskiej.

Po powstaniu wraz z Mertenem pracuje w jednostce gestapo w Grójcu. Tam, w mundurze SS, spotyka na ulicy kolegę z konspiracji, który nic nie wie o jego zdradzie. - Pracuję teraz dla Anglików z Intelligence Service - mówi.

W hotelu w Skierniewicach, w towarzystwie gestapowców, razem z Blanką spędza sylwestra. Front jest już blisko.

Radiostacja

W styczniu 1945 roku razem z Mertenem trafiają do Łodzi.

Gdy zbliża się front, Merten daje mu radiostację, 500 dolarów i wycofuje się wraz z wojskiem na zachód. On zrzuca mundur SS, a po wkroczeniu Armii Czerwonej topi radiostację w basenie przeciwpożarowym.

Blance mówi, że znajdzie dla nich miejsce na ziemi, gdzie rozpoczną nowe życie.


KALKSTEIN

13 lat

20 sierpnia 1953 roku, Szczecin.

W chwili zatrzymania na szczecińskiej ulicy pisarz Wojciech Świerkiewicz ma przy sobie 9 zł 65 gr, dowód osobisty, legitymację ZLP, scyzoryk i papierośnicę. W jego domu ubecy znajdują dwie podpisane umowy na napisanie scenariuszy filmowych. Jeden z filmów ma opowiadać o walce wywiadów.

Na przesłuchaniu w Warszawie mówi: "Tak, jestem Ludwik Kalkstein. Nie używałem tego nazwiska od 13 lat".

Świecki, Świerk, Świek

Opowiada ubekom, że po zrzuceniu munduru SS pojechał do Krakowa.

Miał romans z Żydówką, która załatwiła mu dokumenty na nazwisko Wojciech Świecki.

Później był kierownikiem szkoły podstawowej w Chorzewie na Ziemiach Odzyskanych. Z Ministerstwa Oświaty dostał legitymację jako Marcin Świerk.

Przeniósł się do Niechorza, został szefem spółdzielni rybackiej. Poznał życie rybaków już jako Świek.

Jesienią 1945 roku pojechał do Szczecina. Tam został Wojciechem Świerkiewiczem.

Kiedy on zdejmuje przed ubekami kolejne maski, Blanka siedzi w areszcie już od ośmiu miesięcy.

Na przesłuchaniach tłumaczy, że on miał inne. Zerwali ze sobą. Widziała się z nim w Szczecinie tylko raz. Chciała rozwodu. On odparł, że jej mąż już nie istnieje. Teraz używa panieńskiego nazwiska. Żyje z adwokatem, byłym sędzią wojskowym Romanem Vogel-Rawiczem.

Prześwit

Sądzą ich oddzielnie.

Ona dostaje dożywocie. Ale sąd zwalnia ją warunkowo już 17 marca 1958 roku, najpewniej dzięki kontaktom adwokata.

On zostaje skazany na śmierć, którą kolejne amnestie zamieniają na 15 lat więzienia.

W więzieniu Ludwik Kalkstein sprawuje się wzorowo i zbiera nagrody. Pracuje w bibliotece. Redaguje ogólnopolskie pismo więźniów "Prześwit". W wolnych chwilach pisze słuchowisko radiowe w odcinkach.

Cały czas dostaje paczki od stęsknionej szczecińskiej pianistki.

W 1963 roku udziela jedynego wywiadu w swoim życiu. W celi odwiedza go Krzysztof Kąkolewski. Jedzą chleb z boczkiem posypany papryką.

- Na początku musimy się cofnąć o 300 lat - zaczyna Kalkstein.


Von Kalckstein

Ludwik Kalkstein jest potomkiem Christiana Ludwiga von Kalcksteina urodzonego w 1630 roku w Prusach Książęcych będących wtedy lennem Rzeczypospolitej.

Von Kalckstein mówi po niemiecku i polsku. W polskim wojsku zostaje pułkownikiem, ale potem wraca w rodzinne strony i zaciąga się do pruskiej armii. Walczy u boku Szwedów przeciwko Polsce.

Kiedy w 1657 roku Prusy przechodzą pod władzę elektora brandenburskiego, zwanego Wielkim Elektorem, von Kalckstein staje się jego wrogiem. Gdy grozi mu więzienie, ucieka z Prus i zaciąga się pod polskie sztandary. Podczas wojny z Moskwą w 1664 roku dostaje się do niewoli. Ucieka z niej dzięki pomocy wachmistrza Pilza.

Gdy dwa lata później zgodnie z wolą ojca przejmuje dobra rodzinne, zawistny brat donosi na niego do elektora. Zostaje pojmany i skazany na dożywocie w cytadeli w Kłajpedzie. Ucieka w 1670 roku, znów dzięki pomocy Pilza.

W Warszawie namawia szlachtę do wypadu na Kłajpedę. Kiedy polski król odmawia elektorowi jego wydania, von Kalckstein zostaje podstępnie porwany i wywieziony do Prus. Przez sąd elektorski zostaje uznany za "przeniewiercę, fałszerza i oszczercę" i skazany na śmierć przez ścięcie głowy mieczem. Jak wynika z protokołów sądowych, "jest podczas tortur Kalckstein wyjątkowo hardym". Nie wydaje żadnego ze spiskowców.

Żona ściętego rycerza zgodnie z jego życzeniem przenosi się do Rzeczypospolitej. Spośród sześciu synów pułkownika trzech służy w polskich wojskach.

Ich potomkowie walczą w powstaniach, z ich nazwiska wypada "c".

Marna kreatura

- Byłem ostatnim z rodu - mówi Ludwik Kalkstein podczas wywiadu w więzieniu. - Biorąc sobie to drugie nazwisko niemieckie (Stark), wybrałem imię Konrad. To imię Wallenroda. Umyśliłem grać jego rolę. Kiedy wydawałem punkty kontaktowe, myślałem, że są zmienione jako spalone. Dałem dość czasu, aby je zlikwidowano. Dlaczego nie zrobiono tego? Chciałem się wkraść w zaufanie hitlerowców. Przewidywałem dwa warianty. Gdyby Niemcy przegrywały: dostać się do służby w ochronie Hitlera i zabić go, samemu ginąc. W wypadku, jeśli Niemcy wojnę wygrają: zrobić karierę. Im większą karierę zrobiłbym, tym większe szkody mógłbym zadać Niemcom.

Po publikacji w tygodniku "Świat" rodzina Kalksteina jest oburzona. Przecież nie jest ostatnim z rodu.

Wujowie piszą o nim w liście do redakcji: "Marna kreatura winna śmierci setek najlepszych ludzi oddanych walce z najeźdźcą".

Nóż w szkole

Kąkolewski rozmawia też z Blanką Kaczorowską, którą odnajduje w Centrali Handlowej "Foto-Kino-Film".

Dawna "Sroka" opowiada, że ślepo wierzyła mężowi. Żali się, że kiedy siedziała w więzieniu, jej synowi dokuczali rówieśnicy, znający przeszłość rodziców. Jednego z nich dźgnął nożem w szkole. Trafił do poprawczaka.

Wspomina też, że od 20 lat każdej nocy ma koszmary.

I cholernie nieudane życie osobiste. Wszyscy mężczyźni rzucają ją natychmiast, gdy dowiedzą się, kim była.

Czarny mercedes

Po odsiedzeniu połowy kary Ludwik Kalkstein stara się o warunkowe zwolnienie.

Wspierają go w tym władze więzienia, które piszą: "Wyróżnia się sumienną i wydajną pracą". 12 lipca 1965 roku wychodzi na wolność. Strażnicy widzą, że pod bramą wsiada do czarnego mercedesa. Jedzie do Szczecina. Pianistka czeka na niego z kolacją.


Ktoś mówi, że grozi mu śmierć. Wtedy pakuje się i oświadcza pianistce, że wyjeżdża na zawsze. Przenosi się do Warszawy. Mieszka u kuzynki. Tylko ona z całej rodziny chce go widzieć.

Odszukuje Blankę. Nie potrafią nawet ze sobą rozmawiać. Biorą rozwód.

Z jego akt, odtajnionych przez IPN, wynika, że 3 sierpnia 1966 roku wyrabia sobie dowód osobisty jako Ludwik Kalkstein-Stoliński. W rubryce zawód wpisuje: literat.

DOWGIRD

Happy end

12 marca 1972 roku, Warszawa.

Twórca "Stawki większej niż życie" Andrzej Konic przegląda stary spis szlachty litewskiej w poszukiwaniu nazwiska, które mógłby nosić bohater jego nowego serialu. Jego wzrok zatrzymuje się na nazwisku Dowgird.

"Czarne chmury", pierwszy polski serial płaszcza i szpady, ma premierę w Boże Narodzenie 1973 roku. Odnosi wielki sukces.

Fabuła do złudzenia przypomina życiorys Christiana Ludwiga von Kalcksteina. Filmowy Krzysztof, jak historyczny Christian, występuje przeciwko elektorowi. Wierny sługa Pilz w filmie nazywa się Pilch. Dowgird, jak Kalckstein, zostaje podstępnie zwabiony do rezydencji ambasadora, zwinięty w dywan i porwany.

Tyle że film kończy się happy endem.

Tajemnica

W latach 70. w środowisku filmowym mówi się, że "Czarne chmury" wymyślił Ludwik Kalkstein.

Próżno szukać jednak jego nazwiska na "liście płac". Zdzisław Nardelli, niegdyś dyrektor Teatru Polskiego Radia, który w latach 40. realizował w szczecińskiej rozgłośni słuchowiska Świerkiewicza, czyli Kalksteina, trzy lata przed swoją śmiercią opowiedział mi o spotkaniu z Kalksteinem: - Był u mnie po wyjściu z więzienia. Pożyczyłem mu pewną sumę. Później jego kuzynka chciała, abym wystawił mu opinię jako literatowi. Powiedziałem, że szybciej powinien zrobić to Andrzejewski. Była u niego, ale odmówił.

Według Nardellego Kalkstein chciał zrobić słuchowisko o swoim przodku. Z jego nazwiskiem było to jednak niemożliwe: - To Kalk-

stein pisał scenariusz "Czarnych chmur", Rysiu Pietruski tylko to za niego podpisał.

- Zdradzę panu pewną tajemnicę - mówi

82-letni Andrzej Konic, z którym trzykrotnie rozmawiam przez telefon. - Nazwisko głównego bohatera musiałem zmienić na pięć dni przed rozpoczęciem zdjęć. W scenariuszu był Kalkstein. To wtedy by nie przeszło. Dowgird było krótkie i nieźle brzmiało. Ale dlaczego tak się pan tym interesuje?

- Próbuję wyjaśnić, kto napisał scenariusz tego serialu.

- Rysiu Pietruski i... cholera, nie mogę sobie przypomnieć.

- Antoni Guziński.


- O, właśnie! Początkowo pisali razem. Później się pokłócili i pisali osobno. Ale się pogodzili i w końcu podpisali to razem. Wie pan, ten Guziński to bardziej historyk niż literat, nie miał talentu dramatycznego, żeby to poskładać...

- A Pietruski nigdy nie pisał. A to świetnie skrojony scenariusz. Dziwne.

- Noo... to chyba musi pan zapytać u źródła, jak naprawdę było.

Rozmowa w SPATiF-ie

Ryszard Pietruski, oficjalny współautor scenariusza i filmowy wachmistrz Pilch, w latach 50. był aktorem Teatrów Dramatycznych w Szczecinie. Przesiadywał w XIII Muzach, gdzie brylował Świerkiewicz. Zmarł w 1996 roku.

Antoni Guziński, z zawodu mleczarz, z zamiłowania historyk, był w latach 70. szefem działu rolnego w "Przyjaciółce". Przyjaźnił się z mężem kuzynki Kalksteina. Mieszka teraz w Newport na brytyjskiej wyspie Isle of Wight. Ma 85 lat.

- Jak pan wpadł na pomysł filmu o XVII-wiecznym pułkowniku?

- Nie pamiętam, wygrzebałem skądś. Powiedziałem Pietruskiemu w SPATiF-ie, że ta historia to materiał na film. Tak się zaczęło. Rysiu został współautorem, ale nie podobało mi się, co pisze. Pokłóciliśmy się. Prawda jest taka, że to ja sam napisałem ten scenariusz.

- Ale Andrzej Konic mówi, że to raczej Pietruski pisał.

- To nieprawda. Rysia tylko dopisali, bo razem figurowaliśmy w umowie z telewizją.

W serwisie informacyjnym Filmpolski.pl, będącym kopalnią wiedzy na temat wszystkich filmów wyprodukowanych w Polsce po 1945 roku, można o "Czarnych chmurach" przeczytać: "Autorstwo scenariusza nie jest oczywiste".

STOLIŃSKI

Interesujące tematy

18 lutego 1968 roku, Szczecin.

Porucznik SB Kazimierz Baran pisze tajny raport do MSW, w którym opisuje odwiedziny byłego agenta gestapo Ludwika Kalksteina.

"Ponieważ nazwisko Kalkstein uniemożliwia mu normalne życie, chce wystąpić o zmianę i prosi o pomoc w tym względzie SB. Daje przy tym do zrozumienia, że chętnie dyskutowałby z nami na interesujące nas tematy z jego działalności".

Taki dokument odnalazłem w odtajnionych przez IPN aktach SB.

Od tej pory Kalkstein jest Ludwikiem Stolińskim.

Węgorze

Wypuszczenie z więzienia zdrajcy współodpowiedzialnego za wpadkę dowódcy Armii Krajowej nagłaśnia Wolna Europa.


„Opowiadano mi, że dosięgła go »prywatna kara «: w pomorskiej rozgłośni ktoś zmasakrował mu twarz” - pisze w swoich wspomnieniach Irena Rowecka, córka generała.

Ale to nieprawda. Ludwik Stoliński szuka swojej bezpiecznej przystani. Pomaga mu w tym powodzenie u kobiet. Początkowo mieszka na Wybrzeżu u właścicielki prywatnego sklepu. Wozi do Warszawy wędzone węgorze, które kupują ajenci knajp z dancingiem. Jego kolejną towarzyszką życia jest dentystka z Zielonej Góry.

W tym czasie na jego dawny, szczeciński adres wciąż przychodzą rachunki z izb wytrzeźwień w całej Polsce.

Utrata

Kiedy na ekranach telewizorów po raz pierwszy pokazuje się Krzysztof Dowgird, Stoliński mieszka już od kilku miesięcy we wsi Mysiadło z zamożną córką badylarza Teresą Ciesielską.

Prowadzą kurzą fermę. W Mysiadle odnajduje go dawny żołnierz Narodowych Sił Zbrojnych.

- To był zupełny przypadek, ten człowiek stał w kolejce na warszawskiej poczcie i w człowieku przed sobą rozpoznał zdrajcę - wspomina Andrzej Gass, dawny dziennikarz "Kulis", który w latach 70. tropił Kalksteina.

Pojechał za nim, ale dawny "Hanka" nie chciał z nim rozmawiać.

Po tym wydarzeniu Stoliński z kochanką i jej ojcem sprzedają majątek i przenoszą się do wsi Utrata pod Jarocinem. Zakładają wielką fermę świń. Dobrze im się powodzi. Mieszkają w domu z czerwonej cegły otoczonym wysokim murem. W środku socjalistyczny high life. Skórzane fotele i kolorowy telewizor. Nikt z jego sąsiadów nie podejrzewa, kim naprawdę jest bogacz Stoliński.

Pod koniec lat 70. w Utracie odnajduje go żołnierz z grupy "H" Marian Karczewski, autor książki "Czy można zapomnieć" wydanej w latach 60. przez PAX.

Dawny "Hanka" oprowadza go po fermie chwaląc się, jak dobrze idzie mu interes. Potem wyciąga litr wódki. Karczewski chce namówić Stolińskiego do zwierzeń i wydać książkę. On odmawia.

Po tej wizycie postanawia kolejny raz zniknąć.

CIESIELSKI

Paszport

14 września 1980, Jarocin.

Hodowca świń z Utraty odbiera w urzędzie nowy dowód osobisty. Od tej pory nosi nazwisko córki badylarza. Od roku są małżeństwem.

W 1981 roku dostaje paszport jako Ludwik Ciesielski. To już jego 16. nazwisko, licząc konspiracyjne.

- Jego żona miała do mnie pretensje, że to przeze mnie zniknął z jej życia - opowiada Gass. - W czasie karnawału pierwszej "Solidarności" radio emitowało mój reportaż o losach agenta 97. Ona twierdzi, że on po wysłuchaniu go przeraził się i powiedział: "No, teraz to mi łeb ukręcą".

Na miesiąc przed wprowadzeniem stanu wojennego Ciesielski samotnie wyjeżdża do Francji.


Stany depresyjne

Od połowy lat 70. we Francji mieszka Blanka Kaczorowska. W 1979 roku na skutek "chronicznych stanów depresyjnych" trafia do szpitala psychiatrycznego w La Quene en Briet.

Po przyjeździe Ciesielskiego do Francji dawni kochankowie z grupy "H" spotykają się z synem, który w 1944 roku, będąc w brzuchu matki, uratował jej życie.

W 1982 roku na prośbę dyrekcji szpitala Kaczorowska zostaje przeniesiona do domu opieki w Lailly en Val, w którym przebywają polscy kombatanci. Pewnego dnia w krzyczącej po nocach pensjonariuszce dawny akowiec rozpoznaje agentkę gestapo. Wybucha skandal. W 1984 roku dyrekcja przenosi ją do francuskiego domu opieki w oddalonym o 6 km Beaugency.

On żyje samotnie w wynajętym mieszkaniu w Paryżu. Choruje na serce. Wciąż pije. Sąsiedzi uważają go za dziwaka. Całymi dniami zza firanki obserwuje ulicę. Rzadko wychodzi z domu. W Paryżu jego trop się urywa.

Prywatne śledztwo

Z akt Kalksteina i Kaczorowskiej wynika, że w 1986 roku wypożyczył je z archiwum ówczesny szef MSW generał Czesław Kiszczak. SB szukało wtedy tej pary.

Kiszczak, dawny oficer peerelowskiego kontrwywiadu i wywiadu wojskowego, mieszka w willi urządzonej jeszcze w latach 80. Stawia przede mną kubek z kawą i mówi: - To było, można by rzec, moje prywatne śledztwo.

Twierdzi, że od wielu lat nurtowała go wpadka "Grota" i sprawa Kalksteina. - Jeszcze w latach 40., gdy pracowałem w kontrwywiadzie, mój kolega Mrówczyński wpadł na trop Kaczorowskiej. Rozpracowywaliśmy ją.

- Czy w 1986 roku udało wam się ich odnaleźć?

- Nie. Ustaliliśmy tylko, że Kaczorowska wyjechała do swojej siostry do Szwajcarii. Tam też, zdaje się, zamieszkał ich syn.

- Wcześniej współpracowali z wami?

- Oboje byli doskonałymi agentami w więzieniu. Widziałem grube teczki ich pracy. Jak pan sądzi, dlaczego Kalkstein miał tak dobrą pozycję za kratami? Po więzieniu był już bezwartościowy. O czym miałby nam opowiadać? O świniach? Wie pan, służby patrzą na ludzi przez pryzmat ich przydatności do spożycia.

Korespondencja

Pięć lat temu Andrzej Gass zauważa klepsydrę informującą o śmierci kogoś z rodziny Kalksteina. Pogrzeb ma odbyć się w Komorowie.

- Pojechałem tam - wspomina. - Liczyłem, że jeśli żyje, przyjedzie. Nie było go. Po tygodniu zadzwoniłem. "On nie żyje, zmarł w latach 80. w Paryżu" - usłyszałem od kogoś z rodziny.

W 2007 roku szczeciński IPN umarza śledztwo, które miało wyjaśnić okoliczności śmierci generała "Grota". Według najczęściej powtarzanej wersji dowódca AK został zgładzony i spalony w obozie w Sachsenhausen na wieść o wybuchu Powstania Warszawskiego. Znane są jednak relacje świadków, którzy twierdzili, że widzieli "Grota" w obozie jesienią 1944. Trwające pięć lat śledztwo niczego nie wyjaśnia.

Także tego, czy Kalkstein rzeczywiście nie żyje.

Przesłuchiwany w tym śledztwie Władysław Bartoszewski zeznaje, iż poznał człowieka znającego syna Kalksteina. Syn dawnego "Hanki" wierzy, że jego ojciec był w gestapo Wallenrodem.

Kapitan Sydney

Bohaterowie opowiadań Wojciecha Świerkiewicza to ludzie zranieni psychicznie, uciekający przed przeszłością, o rozdwojonej jaźni.


Jego powieść "Kapitan Sydney, jeden z wielu" z 1951 roku uchodziła wtedy w Szczecinie za autobiograficzną.

"Kapitan Sydney wstał tego dnia z niesmakiem życia w ustach. Wyjrzał przez 12. piętro z zamiarem samobójstwa. Przez mgłę zaspania zobaczył siebie w cienkiej piżamie, w zimny dzień marcowy jako rozpłaszczoną masę na bruku.

- Brrr - wstrząsnął nim dreszcz. - Za żadne skarby nie chciałby więcej marznąć".

* Korzystałem z: A. Chmielarz, A.K. Kunert, "Spiska 14"; Kazimierz Jarochowski, "Sprawa Kalcksteina" oraz wspomnień Bernarda Zakrzewskiego "Oskara"


Adam Zadworny


P.S.
Gdyby ktoś był w posiadaniu i zeskanował ten artykuł byłbym wdzięczny.

MAĆKU, WIELKIE DZIĘKUJĘ


ZDARZA SIĘ

Offline

 

#6 24.02.2009 13:12:03

chrisfox

administrator

status 1
GG? ni mom i nie bede mioł
Skąd: z getta
Zarejestrowany: 8.03.2007
Posty: 11763
WWW

Re: Spiska 14

Dziękuję (Maćkowi - choć trochę nas unika - również).


Rozczyn dzieł Marksa wlany w bydląt czaszki
Wytwarza z mózgiem przedziwną miksturę

Offline

 

#7 24.02.2009 14:23:58

Yorik

Moderator

Skąd: z Nienacka
Zarejestrowany: 11.03.2007
Posty: 2530

Re: Spiska 14

chrisfox napisał:

[...]Maćkowi - choć trochę nas unika[...]

Jak przyjadę, to chyba mu się uniknąć nie uda.


ZDARZA SIĘ

Offline

 

#8 24.02.2009 14:49:21

chrisfox

administrator

status 1
GG? ni mom i nie bede mioł
Skąd: z getta
Zarejestrowany: 8.03.2007
Posty: 11763
WWW

Re: Spiska 14

A przyjedź, przyjedź (nie tylko dlatego)


Rozczyn dzieł Marksa wlany w bydląt czaszki
Wytwarza z mózgiem przedziwną miksturę

Offline

 

#9 24.02.2009 14:55:49

Yorik

Moderator

Skąd: z Nienacka
Zarejestrowany: 11.03.2007
Posty: 2530

Re: Spiska 14

W razie czego zrobimy atak na silnie broniony budynek przy Puławskiej.


ZDARZA SIĘ

Offline

 

#10 24.02.2009 14:59:31

chrisfox

administrator

status 1
GG? ni mom i nie bede mioł
Skąd: z getta
Zarejestrowany: 8.03.2007
Posty: 11763
WWW

Re: Spiska 14

Butelki można napełnić benzyną tuż obok. Ekologicznie, bezołowiową


Rozczyn dzieł Marksa wlany w bydląt czaszki
Wytwarza z mózgiem przedziwną miksturę

Offline

 

#11 24.02.2009 15:28:13

Yorik

Moderator

Skąd: z Nienacka
Zarejestrowany: 11.03.2007
Posty: 2530

Re: Spiska 14

Czystą norweską. Z platform. Użyjemy do ataku papugi z gatunku: norweska błękitna. Żeby tylko wcześniej nie zdechła z tęsknoty za fiordami.


   


ZDARZA SIĘ

Offline

 

#12 26.02.2009 06:51:59

Yorik

Moderator

Skąd: z Nienacka
Zarejestrowany: 11.03.2007
Posty: 2530

Re: Spiska 14

Tutaj ciekawy artykuł pióra K. Kąkolewskiego o Kalksteinie sprzed ponad 35 lat

Krzysztof Kąkolewski
Barwy hetmanów i czerń SS


4 kwietnia 1963 roku o godzinie ósmej rano nacisnąłem biały guzik po prawej stronie bramy. Po kilku sekundach ciszy odsłania się wizjer. Oko. Pismo, które pokazuję, ma tylko sześć wierszy: zawiera datę, moje nazwisko, nazwisko człowieka, z którym mam mówić na "warunkach do uzgodnienia z naczelnikiem więzienia". Praca kluczy, uchylenie stalowej furtki, potem brama z kraty, znów praca kluczy. Po pół godzinie uchyla się trzecia brama. Zostaję wprowadzony do pokoju widzeń. Okrągły stolik, cztery krzesła, kolorowe firanki w oknie, lustro, kontakt w ścianie. Więzień zjawia się w czyściutkim, trochę za obszernym drelichu, pod pachą trzyma teczkę z dokumentami, paczkę herbaty Yunan i torebkę cukru. Staje w przepisowej odległości.
Dwadzieścia lat temu kosztowałoby mnie to może życie. Dziś zaś może niektórzy mnie potępią, że okazałem mu, iż istnieje dla mnie jego obecność, że mówiłem do niego jak do żyjącego jeszcze człowieka, że nie potraktowałem go zgodnie z jego początkowym przeznaczeniem: jako umarłego, a sprawy nie odczytałem wyłącznie ze stających się historią dokumentów.
- Jeśli mamy mówić o mojej sprawie - zaczyna więzień - musimy cofnąć się o trzysta lat.
- Proszę bardzo - odpowiedziałem.
Nim tu przyjechałem, przeczytałem cztery tomy akt sądowych sprzed lat dziesięciu. Współpracowali ze mną dwaj sędziowie warszawscy: Janusz Krzaczek i Przemysław Maćkowiak. Przeczytałem wyciąg z akt sprzed lat trzystu, trzy tomy dzieł historycznych, jedno dzieło Adama Mickiewicza i jeden komentarz literacki, i wiedziałem, że trzysta lat temu, w innym więzieniu, w mieście Memel (Kłajpeda) znalazł się człowiek o tym samym nazwisku, noszący to samo imię. Choćby dlatego jego życie i śmierć uważane mogą być za prolog tej sprawy, że były one niejako jej odwrotnością, jakby negatywem.

Krystyan Ludwik Kalkstein należał do rodu od niepamiętnych czasów osiadłego w Prusach, który od nabytej włości, Stolna, dodał sobie polski przydomek Stoliński. Ojciec Krystyana Ludwika był jednym z przywódców oporu Prus wobec Berlina, elektora. Sam Krystyan Ludwik mówił po polsku od najmłodszych lat, dosłużył się w wojsku polskim, pod Czarnieckim i Pawłem Sapiehą, stopnia pułkownika. Odebranie Krystyanowi Ludwikowi starostwa oleckiego na skutek intryg wrogiej mu rodziny Wallenrodtów spowodowało zaostrzenie konfliktu z elektorem. W roku 1663 Kalkstein namawia Sapiehę na wyzwolenie Prus spod władzy elektorskiej, chce tam wpaść, palić i niszczyć. W 1667 roku zostaje oskarżony o knowania przeciw elektorowi, groźby, obelgi pod jego adresem. Na polecenie elektora jego namiestnik Bogusław Radziwiłł (ten z "Potopu") każe aresztować Kalksteina w jego rodzinnej posiadłości Knauten. Skazany na dożywocie, łaską elektorską zostaje ułaskawiony, ale postawiony przed koniecznością zapłacenia nieosiągalnej dla niego sumy grzywny. 9 marca 1670 roku przed północą, saniami zaprzężonymi w czwórkę koni ucieka do Rzeczypospolitej. Rozpoczyna w Warszawie pełną rozmachu działalność przeciw elektorowi, burząc szlachtę przeciw miękkiej polityce Polski, a zarazem utrzymując swoje kontakty ze Stanami Pruskimi. Dopuszczony zostaje do dworu króla Michała Korybuta Wiśniowieckiego, działa w obozach wojskowych. Rozrzuca w Warszawie pismo, w którym pisze: ...my, mieszkańcy Księstwa Pruskiego, o to jedno błagamy, aby przez wierność naszą dla was, pogwałcone względem nas traktaty i prawa nie pozostawiliście niepomszczonymi... przypomina, że Polska jest najwyższym opiekunem i panem Prus. "Zmuszę elektora do hołdu królowi" - oświadcza posłowi elektorskiemu w Warszawie, Brandtowi. Ten udaje przyjaźń wobec Kalksteina, by go łatwiej szpiegować. Co kilka dni idą tajne depesze będące drobiazgowym sprawozdaniem z inwigilacji Krystyana Ludwika Kalksteina. Król Michał odmawia.
Wtedy rodzi się myśl porwania Kalksteina. Elektor pisze własnoręcznie, że gdyby Kalkstein miał się bronić, to nam wszystko jedno, czy choć umarły wydany nam będzie. Dyplomata pruski dobiera sobie kilku awanturników, przeważnie obcego autoramentu, cudzoziemców w służbie polskiej, ściąga do Warszawy oddziałek dragonów i ukrywa ich w swoim domu, nie pozwalając wychodzić na ulicę. Przez wiele dni - jak wskazywałby rachunek za utrzymanie dragonów w Warszawie, wystawiony potem elektorowi - próbowano zwabić Kalksteina do siedziby Brandta. Wreszcie elektor pisze fałszywy list żelazny, po którego odbiór zgłasza się Kalkstein u Brandta wieczorem 30 listopada. Brandt zobaczywszy idącego gościa, wychodzi mu naprzeciw, zaprasza do gabinetu, gdzie okiennice zawczasu zamknięto. Jednocześnie szykowano wóz, siadano spiesznie na koń. Gdy Kalkstein rozmawiał z pruskim dyplomatą, rzucił się na niego od tyłu kozak ze służby, chwytając za szpadę, a potem w ośmiu chłopa obezwładnili go, zakneblowali mu usta, związali, owinęli w płaszcz i przykryli perską derą. Wóz otoczony dragonami wyjechał natychmiast. Jechali przez Bielany i przeprawiwszy się przez Wisłę na Żeraniu, pognali ku Jabłonnie. Tam przesadzili więźnia na konia, aby można było szybko uciekać, i prowadząc go pod sztychami i pistoletami pędzili ku granicy z taką szybkością, że raz po raz padały im konie, zajeżdżone na śmierć. Na drugi dzień są już w Prusach. W Warszawie wybucha wzburzenie tak wielkie, że Brandt musi opuścić Polskę. Król Michał Korybut żąda wydania Kalksteina.
On zaś zostaje odstawiony do Kłajpedy i wtrącony do lochu. Zaczyna się śledztwo. Kalkstein nie oszczędza siebie w zeznaniach, biorąc na siebie całą winę, nie wydaje nikogo z pruskiej szlachty, z którą współdziałał. Elektor wysyła komisji śledczej własnoręcznie pisaną, drobiazgową, w trzydziestu trzech punktach ujętą instrukcję, w której zaleca użycie tortur. Raport komisji powoduje powtórny, gniewny nakaz użycia tortur. Torturą przeciw uwięzionemu Kalksteinowi macie zarządzić niezwłocznie - pisze elektor. Komisja opiera się nadal, tłumacząc, że brak kata, który by "podobną robotą mógł się zająć". Specjalnym rozkazem zostaje odkomenderowany kat pułkowy. Ale komisja raz jeszcze protestuje. Elektor na to: torturować bez najmniejszej zwłoki... Wreszcie 11 kwietnia 1671 roku zawezwano Kalksteina przed komisję i wezwano, by wskazał osoby, z którymi miał w Prusach stosunki. Protokół odnotowuje: był (Kalkstein) przy śledztwie bardzo hardym i odpowiedział: "róbcie ze mną, co zechcecie". Po tej odpowiedzi został akt tortury rozpoczęty. Oddano Kalksteina oprawcy, który go też pochwycił, związał, na ławę rzucił i ciągnąć zaczął. Kilkanaście arkuszy ciągnie się protokół tortur. Z drobiazgową a okrutną sumiennością rejestruje... każdy jęk ofiary, każdą próbę zręczności pełniącego swój katowski obowiązek oprawcy - pisze w "Sprawie Kalksteina" Kazimierz Jarochowski, który dokument ten czytał w Berlinie w drugiej połowie ubiegłego stulecia. Kalkstein podaje tylko jedno nazwisko, człowieka, który miał już bezpieczny azyl w Rzeczypospolitej. Na wyraźny rozkaz elektora zapada wyrok śmierci. Z wykonaniem elektor czeka na wynik wojny polsko-tureckiej. Wobec klęski, nieuchronności poddania Kamieńca, elektor przestaje się liczyć z opinią króla polskiego. 7 listopada 1672 komisja oznajmia skazańcowi, że będzie ścięty nazajutrz.
Umęczonego wnoszą na krześle. "Es ist nichts mehr?" - spytał z uśmiechem były żołnierz Czarnieckiego.
Umarł jak żołnierz. Napisał list do żony, pełen miłości, przestrzegając żonę z naciskiem, by synów wychowała na dobrych ewangelików (elektor był kalwinem) i aby ich uczyła polskiego...
Te ostatnie zdania pochodzą z książki "Na tropach Smętka" Melchiora Wańkowicza, który włączył do niej sprawę Kalksteina jako ogniwo smętkowych dziejów, znajdując analogię z historią Juranda ze Spychowa.

Te słowa z dumą przeczytała zaraz po wydaniu książki w 1936 roku rodzina Kalksteinów w Warszawie, w swoim pięknym mieszkaniu przy ulicy Kieleckiej. Rodzina jest jeszcze dość zamożna, choć już tylko kupiecka. Ich córka, Nina, jest aktorką i żoną krytyka teatralnego, Eugeniusza Świerczewskiego. Tradycje rodu są bardzo żywe. Kalksteinowie uważali, że testament Krystyana Ludwika został w ciągu trzech wieków spełniony. Szesnaście lat przedtem, w 1920 roku ochrzcili syna imieniem Ludwik na pamiątkę antenata: polityka, pułkownika i bohatera.
- Nie wygasła też nienawiść, uraza w naszym rodzie do Prus, prusactwa - mówi on sam, Ludwik Kalkstein-Stoliński, siedząc naprzeciw mnie w swoim drelichu. - W tym duchu byłem wychowany: zamiast bajkami, karmiono mnie mitami rodzinnymi. Z takimi uczuciami, wciągnięty przez kolegę, znalazłem się w 1940 roku w konspiracji. Miałem dwadzieścia lat, przeszkolenie morskie i maturę.
Został zaprzysiężony przez ZWZ, trzon późniejszej AK i przydzielony do pracy w komórce centralnego wywiadu ofensywnego.
W tej pracy - pisze "Oskar", były szef kontrwywiadu w Komendzie Głównej AK - Kalkstein wykazywał dużo pomysłowości, energii i odwagi, toteż w połowie roku 1941 postawiono go na czele malej grupy wywiadowczej... W 1941 roku i w początkach 1942 roku Kalkstein wyróżniał się dobrymi wynikami pracy i uchodził za jednego ze zdolniejszych pracowników centralnego wywiadu ofensywnego AK.
Ludwik Kalkstein jeden z pierwszych zostaje udekorowany Krzyżem Walecznych. W wieku dwudziestu jeden lat mianowany podporucznikiem. Przybrał sobie pseudonim "Hanka". Od tego imienia jego grupa wywiadowcza otrzymuje kryptonim "H". Pod jego dowództwo zostają oddani wyżsi stopniem oficerowie, nawet starzy "dwójkarze", tworząc sztab grupy liczący około dwunastu osób. Cechą szczególną tego sztabu było, że Eugeniusz Świerczewski, oficer "dwójki" był jego - podówczas już - byłym szwagrem, a innym oficerem był stryjeczny brat Kalksteina. Do pewnych zadań używano drugiego męża Niny, Janusza D., aktora. Jak twierdzi Ludwik Kalkstein, ogółem grupa "H" liczyła z własnymi sieciami wywiadowczymi dwieście-trzysta osób, obejmowała Polskę, Białoruś, Niemcy, Danię, Estonię, Czechosłowację, Łotwę, Litwę, Austrię. Według relacji Kalksteina, wykorzystując miłość Niemca Patzelta, szefa Kancelarii II Floty Lotniczej, do pracowniczki siatki "H", Janiny N. pseudo "Janka", udało się go wciągnąć do pracy dla wywiadu polskiego i przy pomocy podrobionych kluczy zdobyć tajną mapę z dyslokacją lotnisk i wojsk niemieckich w Europie. Za największe osiągnięcie Kalkstein uważa pracę "Eriki Dwa". Oto jego relacja:
- Sława M. była Rosjanką. Jako dziecko uciekła przed rewolucją, znalazła się w Polsce, gdzie potem wyszła za jednego z wyższych oficerów polskich. Na zawodach hippicznych poznała zawodnika niemieckiego rotmistrza Fassbendera, SS-mana, znajdującego się w przededniu błyskotliwej kariery wojskowej. Porzuca męża, przeprowadza rozwód, wyjeżdża z Niemcem, wychodzi za niego za mąż. Na początku wojny Fassbender jest już wyższym oficerem. Rozkaz rzuca go do Warszawy. Sława przyjeżdża razem z nim. Spotyka jednego ze swoich dawnych wielbicieli, pana L., którego odtrąciła dla wyższego oficera, a potem dla Niemca. Godzi się na spotkania z nim, ale pod warunkiem, że kochanek znajdzie dla siebie legalny status, aby mógł bywać w domu jej męża. Poddaje myśl, że pan L. może wstąpić do organizacji białych emigrantów rosyjskich, działających pod auspicjami hitlerowskimi w Warszawie. Uwagę grupy "H" zwraca osoba tego działacza, dotąd znanego jako uczciwy Polak. W czasie pierwszego sondażu pan L. przyznaje, że popchnęła go do tego czynu miłość do generałowej, ale że gotów jest do zadośćuczynienia, do współpracy z polskim ruchem oporu. W czasie następnych spotkań wyznaczono mu zadanie: wciągnięcie do współpracy kochanki - żony generała SS. Okazuje się, że Fassbenderowa była już przez Niemców podejrzewana o współpracę z polskim II Oddziałem i nawet więziona, ale wielkie stosunki Fassbendera SS-mana i bogacza uratowały ją. Teraz odpowiada więc kochankowi, że zgodzi się na współpracę, ale tylko bezpośrednio z aliantami i Intelligence Service. Wybraliśmy ze względu na warunki zewnętrzne, znajomość angielskiego i talent sceniczny aktora, Janusza D., który poprzednio został specjalnie przygotowany do odegrania roli szefa siatki I. S. na Europę. Razem z nim poszedłem na spotkanie. Grałem rolę adiutanta i tłumacza. Na scenerię spotkania wybraliśmy specjalnie umeblowane mieszkanie. Generałowa zgodziła się na współpracę. Otrzymała pseudonim "Erika Dwa". Zaczęła przekazywać wiadomości o sztabach i operacjach SS, dane personalne o wyższych oficerach SS i o Kwaterze Głównej Hitlera. Potem dostała od grupy "H" zadanie nawiązania intymnych stosunków z generałem SS Fegeleinem, ożenionym z siostrą Ewy Braun, będącym więc blisko osoby Hitlera. W ten sposób mielibyśmy dotarcie do samego Hitlera i mogliśmy myśleć o zamachu na niego.
*
W tym czasie do Warszawy przyjechała z Siedlec "Sroka" - Blanka K. Jak opowiada Kalkstein - od pierwszej chwili zrobiła na nim wrażenie jej uroda. Blanka kochała się w niemieckim oficerze Johannesie Berencie, stacjonowanym w Siedlcach w jednostce, do której Blanka została skierowana przez wywiad AK jako pracownica fizyczna. Miała osiemnaście lat, ukończoną pierwszą klasą liceum. Młodziutka Blanka, biednie ubrana, pełniąca służbę pomocy kuchennej, poczuła się wyróżniona zainteresowaniem przystojnego oficera. Próbowała znajomość wykorzystać dla celów wywiadu. Rozmawiali najpierw po francusku. Johannes Berent opowiadał Blance, że pochodzi ze Szczecina, gdzie ma domek. Jest synem urzędnika pocztowego. Marzyli razem: widział ją jako swoją żonę w białej sukience, w ogródku, okalającym domek. Wymienili obrączki. Oddała mu obrączkę pod stołem, gdy gestapo będące na tropie Blanki wkroczyło do kawiarni, w której siedzieli z Berentem, by ją aresztować. W kilkanaście dni potem została wypuszczona, "właściwych przyczyn zwolnienia nie znam... - mówi potem Blanka K. - Berent opowiadał, że zwolnienie spowodowane zostało przez niego". Organizacja natychmiast przerzuca ją do Warszawy i zwierzchnik Kalksteina proponuje mu wzięcie tej pięknej i zdolnej dziewczyny do siebie. Kalkstein przyjmuje ją i postanawia, że ona musi się zakochać w kimś z jego grupy, która to miłość zneutralizowałaby więzy łączące ją z Niemcem. Jednak to on sam, Kalkstein, zakochuje się w Blance K. Zamieszkują razem w konspiracyjnym mieszkaniu przy alei Niepodległości.

W kwietniu 1942 roku w nie wyjaśnionych dotąd w pełni okolicznościach następuje aresztowanie Patzelta, który sypie swoją przyjaciółkę "Jankę", Janinę N., po tropie której - jak można mniemać - gestapo wpadło na trop szefa "H", Ludwika Kalksteina. Oto wersja aresztowania podawana przez Kalksteina:
Jego kuzyn, a zarazem członek sztabu "H" rozrzutnie wydatkował fundusze przeznaczone na cele wywiadu. Kalkstein - jak twierdzi - ograniczał je. Na brydżu u rodziców Kalksteina na Kieleckiej kuzyn powiedział siostrze szefa, Ninie Świerczewskiej, że pewien gestapowiec, któremu winien jest pieniądze za współpracę, szantażuje go. Nazajutrz rano do mieszkania na Niepodległości rozległo się stukanie. To ojciec Kalksteina i Nina Świerczewska wkroczyli do konspiracyjnej kwatery szefa "H" z rodzinną biżuterią i sporą sumą pieniędzy, aby ratować jego i kuzyna przed szantażem. Zastali Kalksteina z Blanką w łóżku. Kalkstein - jak twierdzi, zdenerwowany sytuacją włożył ubranie, w którym nie było zaszytej trucizny. Zapomniał też wziąć pistoletu, gdy pobiegł do kuzyna, aby go zrugać. A w mieszkaniu kuzyna było już gestapo, lokal był bowiem znany Patzeltowi. Kalkstein miał przy sobie biżuterię i pieniądze, które, jak twierdzi, chciał pokazać kuzynowi - podwładnemu jako wymowny dowód jego intryg. Niemcy podobno zatrzymali go z węzełkiem pełnym biżuterii. Zapomnienie trucizny, broni, pójście do spalonego lokalu (bo Kalkstein wiedział już o wsypie "Janki" i Patzelta), zagadkowa biżuteria, splot niewytłumaczalnych przypadków i niewyjaśniona mechanika powiązań rodzinnych, które tu działały - powodują, że okoliczności aresztowania Ludwika Kalksteina do dziś nie mogą być uznane za wyjaśnione w pełni. Kalkstein zostaje osadzony na Szucha. "Oskar" pisze:
Trudno jest ustalić dokładnie, kiedy Kalkstein, przed aresztowaniem dzielny i oddany pracownik konspiracji, załamał się w więzieniu i jakie były tego przyczyny. Mechanika wpływania na aresztowanego oraz sposoby presji gestapo na osobę zatrzymanego były bowiem bardzo różne ("Stolica").
Irena Ch., sekretarka gestapo, renegatka, zeznała przed władzami polskimi: W początkowym śledztwie Kalkstein nie przyznawał się do żadnej działalności organizacyjnej. Po upływie jakiegoś czasu bez jakichkolwiek tortur zaczął zeznawać... Ale w tym samym zeznaniu mówi ona: Gestapo z aresztowanymi wywiadowcami... obchodziło się bardzo delikatnie, nie stosując w stosunku do nich żadnych tortur. Gloryfikacja gestapo przez Irenę Ch. odbiera wiarogodność jej zeznaniom. Kalkstein mówi:
- W alei Szucha poddano mnie straszliwym torturom.
Opisuje dokładnie tortury, ich fazy. Nie zachowały się żadne dokumenty - jak z tamtego procesu Krystyana Ludwika Kalksteina sprzed trzystu lat, żaden protokół. Jest prawdą, że matka, ojciec i siostra Kalksteina byli aresztowani. Zmienił decyzję - jak twierdzi - pod wpływem tortur, jakie w jego obecności stosowano wobec ojca i gdy zapowiedziano je wobec matki i siostry.
- Wtedy bowiem powiedziałem prowadzącemu śledztwo po niemiecku: nim pan wyda decyzję sprowadzenia tu matki, chciałem coś powiedzieć bez tłumacza. Ja wychowałem się na terenie Polski, chodziłem do polskiej szkoły, uważałem, że mam wobec mojej nowej ojczyzny obowiązek bronić jej. Teraz, po głębszym zastanowieniu, uważam, że mnie jako Niemcowi wolno już poczuć się zwolnionym z przysięgi. Czuję się Niemcem. Jestem człowiekiem młodym, proszę o uwzględnienie pomyłki, danie mi możności rehabilitacji siebie i rodu wobec III Rzeszy.
Jak twierdzi Kalkstein, już w czasie początkowych przesłuchań gestapowcy wytykali mu, że pochodzi ze starej niemieckiej szlachty i pokazywali broszurę propagandową NSDAP o wschodniopruskiej szlachcie, gdzie na pierwszym miejscu był wymieniony ród Kalksteinów. Jednak oświadczenie jednego z asów podziemnego wywiadu AK, że czuje się Niemcem, wywołało sensację na Szucha. Natychmiast zawiadomiono Berlin. Sprawę uznano za tak wielkiej wagi, że zjechała specjalna komisja z Głównego Urzędu Bezpieczeństwa Rzeszy z Berlina w składzie pięciu urzędników i trzech stenotypistek. Kalksteina nie zwolniono, zaczęto go jednak inaczej traktować. Stenotypistki zaczęły swoją pracę: protokół zupełnego oczyszczenia się Kalksteina wobec Niemiec: wszystko, co zawierała jego pamięć jako Kalksteina-Polaka, wyrzuca z siebie. Wydaje swój sztab, swoich agentów wszystkich narodowości z zaznaczeniem na mapie Europy ich punktów kontaktowania, pseudonimów w dziesięciu krajach - i wreszcie zwierzchników - wyższych oficerów wywiadu AK, z którymi Kalkstein miał kontakty. Liczbę osób w tej wsypie niektórzy obliczają na dwieście do trzystu. Jednakże główna nadzieja, jaką wiąże z Kalksteinem Erich Merten, oficer gestapo, który przesłuchuje Kalksteina - to nadzieja, że teraz uda mu się aresztować Komendanta Głównego AK, generała Grota.
Aby wprowadzić w błąd organizację, zostaje rozpuszczona pogłoska o rozstrzelaniu Kalksteina. Wydano fałszywy akt jego zgonu. Metamorfoza Kalksteina była rzeczywiście jakby przejściem granicy śmierci - przejściem do innego życia. Kalkstein wyzbywa się nazwiska, traci jakby osobowość. Najpierw otrzymuje tylko numer "97" - tajnego agenta.
Potem jest człowiekiem bez nazwiska: otrzymuje legitymację gestapo tylko z fotografią. Rubryka z imieniem i nazwiskiem jest pusta. Legitymację podpisuje szef SS i Sicherheistpolizei. "Wszystkie władze i urzędy - napisane jest tam - mają obowiązek udzielenia właścicielowi legitymacji wszelkiej pomocy, jakiej zażąda". Sprawa Kalksteina prawdopodobnie ma być dla Niemców potwierdzeniem teorii rasy, zaspokojeniem ich pasji historycznej, umiłowaniem puent historycznych (czymś w rodzaju wschodniopruskiego wagonu z Compiegne). Kalkstein zostaje poddany badaniom antropologicznym. Mierzą rozmiary jego czaszki, proporcje ciała, mikromierzami określa się grubość jego włosów. Dostaje do wypełnienia specjalny formularz, w którym ma cofnąć się - aż do praprzodków. Dowiaduje się, że będą poczynione starania o zwrot majątków, które należały kiedyś do jego przodka - imiennika w Prusach Wschodnich. Koło historii ma się zamknąć. Knauten ma powrócić do Kalksteinów, wątki wydarzeń zadzierzgnięte między elektorem, królem Michałem Korybutem Wiśniowieckim, Sapiehami - mają być zakończone przez spadkobierców elektora i prusactwa: Hitlera i Himmlera. Jak twierdzi Kalkstein - w sprawie jego powrotu na łono Rzeszy i służby w SS przyszedł dalekopis od samego Himmlera i miał mu być Kalkstein przedstawiony. Projektowano skierowanie go do szkoły oficerskiej SS w głębi Niemiec.
- Sądziłem - mówi Kalkstein - że będąc arystokratą, dostanę się do przybocznej gwardii Hitlera...

Zwolniony, przez pewien czas ukrywa się w budynku gestapo, po czym wychodzi na ulicę Szucha jako Niemiec. Jak twierdzi Kalkstein, adres swojego byłego szwagra Świerczewskiego otrzymał od... Mertena. On jeden, Świerczewski, w całej rodzinie i Blanka ocaleli od wsypy. Kalkstein mówił potem, że Merten nie aresztował Świerczewskiego, bo uważał, że będzie on cennym agentem. Kalkstein odwiedza Świerczewskiego i on, człowiek liczący podówczas dwa razy tyle lat, co Kalkstein, doświadczony oficer, znany w środowisku warszawskim, bez aresztowania, bicia, nie poddany presji, dobrowolnie, w czasie jednej rozmowy z byłym szwagrem godzi się na pracę w gestapo i wydanie Grota-Roweckiego. Dlaczego nie on, lecz Kalkstein wysunął się na czoło grupy "H", mimo młodego wieku i braku doświadczenia, a szwagier podporządkował się rozkazom młokosa? Jaka tajemnica kryje się w aresztowaniu Kalksteina - przyjmując nawet, że podana przez niego wersja jest prawdziwa? Przecież z klejnotami przybiegła rzekomo Nina Świerczewska wyzwalając łańcuch zbiegających się dziwnie nieszczęśliwie przypadków. Według jednej z wersji, Świerczewski sam zgłosił się do gestapo wyrażając gotowość współpracy za uwolnienie Niny Świerczewskiej, która już nie była jego żoną. Inna wersja (Wojciech Sulewski, "Itd") głosi, że do współpracy z gestapo jako "wtyczkę" skierował Świerczewskiego Stefan Korboński, a Świerczewski stał się wtyczką w przeciwnym kierunku. Aresztowany natomiast w czasie wsypy grupy "11" był drugi mąż Niny, Janusz D., ten sam, który odegrał przed niemiecką generałową rolę rezydenta Intelligence Service. Jaka była rola Świerczewskiego, powiązań wewnątrz rodziny Kalksteinów-Świerczewskich, które tak ważne okazały się dla grupy "H", wreszcie zaważyły na losie Grota-Roweckiego i w końcu Armii Krajowej? Kalkstein zeznał w roku 1953:
Świerczewski znał się z Roweckim od 1920 roku, to jest od czasu, gdy służyli w armii generała Szeptyckiego na wschodzie. Świerczewski w tej armii był oficerem kulturalno-oświatowym, a Rowecki był oficerem Oddziału II. Do 1939 roku obaj przebywali w Warszawie, z tym że Świerczewski wyszedł z wojska i pracował jako dziennikarz oraz był generalnym sekretarzem TKKT, a Rowecki służył... ostatnio jako dowódca KOP-u... W końcu czerwca 1943 roku Świerczewski po wyjściu z domu z rana spotkał Roweckiego na Solcu i zaczął go śledzić. Tramwajami dojechał za Roweckim do placu Narutowicza i tam Rowecki skręcił w jedną z ulic, o ile pamiętam w ulicę Spiską, i zatrzymał się w jednym z domów. Świerczewski wówczas telefonicznie z placu Narutowicza powiadomił, gestapo, które w kilka minut później obstawiło dom i przy udziale Świerczewskiego rozpoczęto rewizję. Grot w tym domu miał swój lokal konspiracyjny w mieszkaniu, gdzie był zameldowany na swoje fałszywe nazwisko lub na kogoś innego i tam go gestapo zastało. Po stwierdzeniu przez Świerczewskiego, że to jest faktycznie Grot, został zabrany na aleję Szucha, a po kilku dniach przewieziono go samolotem do Berlina.
Największe zadanie było więc spełnione. Jeszcze przedtem Kalkstein zawiera ślub z Blanką. Kalksteinowie otrzymują mieszkanie w niemieckiej dzielnicy przy ulicy Cecylii Śniegockiej. Na kolacji weselnej obecny jest Merten. Kalkstein staje się etatowym pracownikiem gestapo. Po okresie, gdy był człowiekiem bez nazwiska, otrzymuje pierwsze niemieckie nazwisko, Paul Heuchel. Dostaje pensję z gestapo, niemieckie karty żywnościowe. Ma do dyspozycji samochód służbowy, jeździ z osobistą eskortą, nie rozstaje się z dwoma pistoletami. Nosi teraz okulary. Myjąc głowę rozjaśnia włosy wodą utlenioną, z bruneta staje się blondynem. Proponuje Niemcom swoje imię i nazwisko: Konrad Roth, ale im nie podoba się brzmienie. Na wiosnę 1944 otrzymuje nowe nazwisko: Stark i imię Konrad. W ten sposób staje się niejako "bratem przyrodnim" innego Starka, Hansa, kata Oświęcimia. Jako Stark dostaje legitymację pracownika Sicherheitspolizei. Obaj gestapowcy: Kalkstein i jego szef utrzymują przyjacielskie stosunki. Merten dostaje na pamiątkę srebrną papierośnicę opatrzoną trzema znakami: "97", "100" i znakiem ptaka. "97" to numer Kalksteina, "100" - Świerczewskiego, ptak - to Sroka, pseudonim Blanki.
Blanka Kalkstein wydaje znanych sobie członków AK, przez pewien czas, nawet już jako żona gestapowca pracuje w organizacji, aby móc dokładniej rozpracować niektóre jej ogniwa. Następują aresztowania. Wielka miłość Blanki, Johannes Berent, zostaje wysłany na front wschodni. Większość aresztowanych ginie rozstrzelana i w obozach.
W roku 1943 w lutym umiera wypuszczony z gestapo ojciec Kalksteina, w lecie tegoż roku Nina Świerczewska - podobno na zapalenie płuc. W czerwcu 1944 Świerczewski myśląc, że dalej nic nie wiadomo o jego zdradzie, zgłasza się z powrotem do organizacji. Zostaje ustalone fikcyjne spotkanie z jednym z dygnitarzy podziemnych AK w suterenie domu przy ulicy Krochmalnej 74.
...Świerczewski zawahał się na chwilę przed zejściem do sutereny i usiłował w nieznaczny sposób włożyć ręką do kieszeni od spodni. Wtedy Poprawa po prostu siłą wrzucił go do wnętrza, a dwaj żołnierze natychmiast obezwładnili go i związali... W relacji ze śledztwa interesujące jest jedno zdanie: "Ja nakłoniłem Kalksteina, aby ratować jego siostrę, a moją żonę i jego ojca".
Trudno było przedłużać denerwujące przesłuchanie w biały dzień w lokalu położonym w sercu okupowanego miasta... Świerczewski zginął powieszony zabierając ze sobą do grobu z pewnością niejedną jeszcze tajemnicę - pisze w "Stolicy" "Oskar". Nie przesłuchiwano go w ogóle na okoliczność wydania Grota-Roweckiego. Czy nie potrafiono skojarzyć sobie tych spraw?
W lecie 1944 roku otrzymuje Konrad Stark prawo noszenia munduru SS. W magazynie otrzymuje sort mundurowy. Gestapowski krawiec z alei Szucha dokonuje poprawek. Sam Merten rozkazał dokładnie dopasować mundur.
- Co zrobił pan z cywilnym ubraniem, które dotąd panu służyło? - pytam Kalksteina w czasie naszej rozmowy, kiedy ma na sobie strój więźnia, według sort, jakie wydaje się w Centralnym Więzieniu Strzelce Opolskie. Kalkstein nie pamięta, nie pamięta też dokładnie, jak przebierał się w pracowni krawca gestapowskiego w czarny mundur. Było mu do twarzy w czerni.

Od wielu godzin siedzimy naprzeciw siebie. Więźniowie naparzyli herbaty, używając do tego grzałki, przynieśli nam posiłek: biały chleb z masłem i bekonem, posypanym papryką.
- Byłem ostatni z rodu, jeśli zginę, przepadłoby jego przeznaczenie - mówi Kalkstein - nienawiść. Biorąc sobie to drugie nazwisko niemieckie, wybrałem imię Konrad. To imię Wallenroda. Umyśliłem grać jego rolę. Kiedy wydawałem nazwiska, pseudonimy, adresy, punkty kontaktowe, myślałem, że są zmienione jako spalone po moim aresztowaniu. Dałem dość czasu, aby je zlikwidowano. Dlaczego nie zrobiono tego? Chciałem się wkraść w zaufanie hitlerowców, korzystając ze swojego niemieckiego arystokratycznego pochodzenia, robić karierę. Przewidywałem dwa warianty. Gdyby Niemcy przegrywały: dostać się do służby w osobistej ochronie Hitlera i zabić go, sam ginąc. W wypadku, jeśli Niemcy wojnę wygraliby: zrobić wielką karierę. Im większą karierę zrobiłbym, tym większe szkody, jak Wallenrod, mógłbym zadać Niemcom. Zaszedłbym wysoko i zniszczył Niemcy. Blanka wiedziała o tym, wspominałem jej o Konradzie Wallenrodzie. Nikomu innemu nie mówiłem, walczyłem tylko sam, bo ktoś mógłby zawiadomić Niemców. Dlatego nikt o tym nie wie.
A więc zdrada w zdradzie, jednoosobowe podziemie? Wcielenie się w romantyczną, osjanowską postać poematu: wojna, zamki, zdrady, zemsta? Sąd Najwyższy Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej poddał literaturoznawczej analizie twierdzenie Kalksteina, który przyrównywał się do bohatera poematu Mickiewicza: powoływanie się oskarżonego na arcydzieło polskiej i światowej literatury jako na "wzór" swego postępowania świadczy, jeśli nie o "moral insanity" oskarżonego, to o jego bezwstydnym zuchwalstwie, wystarczy bowiem pouczyć oskarżonego, który uważa się za literata (aluzja do późniejszego okresu życia Kalksteina - przyp. K. K.), że autentyczny Wallenrod działał nie na szkodę Litwinów, ale na szkodę Niemców... Zaiste, ani oskarżony w niczym nie jest podobny do Wallenroda, ani jego żona Blanka K. pomagająca mu w zbrodniczej robocie nie przypomina pustelnicy Aldony...
Wallenrod jako dziecko był porwany przez Niemców, nadano mu niemieckie imię, chowano na Niemca, ale

...Imię było niemieckie, dusza litewska została,
Został żal po rodzinie, ku cudzoziemcom nienawiść
.........................................................................................
Nóż ostrzyłem tajemnie, z jaką zemsty rozkoszą
Rżnąłem kobierce Winricha, kaleczyłem zwierciadła...

Przez sto lat Zakon swych ran nie wygoi - mówi pod koniec życia Wallenrod do Aldony-Pustelnicy -

Trafiłem w serce stugłowej poczwary
Strawione skarby, źródła ich potęgi
Zgorzały miasta, morze krwi wyciekło...
Jam to uczynił, dopełnił przysięgi!
Straszliwszej zemsty nie wymyśli piekło.

Kalkstein daje do zrozumienia, że w dokonaniu tego, co Wallenrod - w zniszczeniu Niemiec - przeszkodziło mu zwycięstwo Mocarstw Sprzymierzonych nad Niemcami. Mój reportaż nie jest więc pieśnią Wajdeloty, opiewającą czyny i myśli Wallenroda. Inne to historie: Kalksteina i Wallenroda, choć Kalksteinowie trzysta lat temu wadzili się z jakimiś Wallenrodtami, a miejsce wszystkich tych wydarzeń było wspólne: Prusy, Litwa, Kłajpeda. Nie, nie jestem Wajdelotą, moja pieśń wystukiwana teraz na maszynie "Continental" powróci do tego miejsca, gdzie więzień karny Kalkstein mówi reporterowi o tym, że był ostatnim z rodu.

Nie było to prawdą. Blanka skazana na śmierć wraz z Kalksteinem przez sąd AK - była w ciąży. Stwierdzają to ludzie kontrwywiadu, którzy otrzymują zadanie sprzątnięcia pary gestapowców i zawieszają wykonanie wyroku. Ciąża, urodzenie syna ratuje życie Blance Kalkstein. Przeznaczeniem tego dziecka jest zostać dobrym Niemcem. Kiedy wybucha powstanie, jego ojciec początkowo broni gmachu gestapo przed atakami powstańców, potem wstępuje jako ochotnik do specjalnego oddziału SS pod dowództwem Mertena, który bierze udział w zdobywaniu Mokotowa. Po przeciwnej stronie w jednym z polskich powstańczych oddziałów walczy jego stryj; żołnierz AK, pseudonim "Janek", 6 sierpnia ginie w walce. Po przeciwnej stronie rozdartego rodu Kalksteinów pozostaje ich dwóch, Ludwik i jego zaczynający pierwszy rok życia syn.
Kiedy w 1945 roku zbliża się ofensywa radziecka, Kalkstein, który początkowo snuł plany ucieczki do Argentyny, nie przyjmuje propozycji wycofania się z armią niemiecką w głąb Rzeszy. Występuje z koncepcją, aby pozostawiono go na tyłach wroga. Gestapo godzi się, dają mu radiostację i siedemset dolarów. Następuje rozstanie. Zaraz po wyzwoleniu Kalkstein jedzie do Krakowa, tam spotyka grupę Żydów ocalałych z rąk hitlerowców. Podaje jedno ze swoich nazwisk niemiecko brzmiących, twierdząc, że jest Żydem i zaczyna starania o wyjazd do Izraela. Jakaś okoliczność przerywa te starania, Kalkstein udaje się na Ziemie Zachodnie, jadąc przez odzyskane Mazury, odwiedza okolice, gdzie kiedyś były majątki jego przodków prześladowanych przez elektora, obiecane mu trzysta lat potem przez gestapowców. Odwiedza stare cmentarze, szuka swojego nazwiska na płytach grobów. Potem jedzie do leżących w pobliżu ruin Kwatery Hitlera, miejsca, które - jak marzył - będzie terenem jego działania.
Przyjeżdża w Szczecińskie. Dowiaduje się, które parafie na wschodzie zostały zniszczone, podaje te miejscowości jako miejsca swoich kolejnych urodzeń. Występuje pod fikcyjnymi nazwiskami: Świecki, Marcin Świek, Marcin Świerk - wreszcie przybiera sobie podobne do nazwiska zgładzonego za zdradę byłego szwagra - nazwisko Wojciech Świerkiewicz. To - łącznie z konspiracyjnymi i niemieckimi - jego dwunaste nazwisko. Sprowadza się do Szczecina, zaczyna współpracować z miejscową prasą jako autor odcinkowych powieści. Jedną z nich wydaje w książce pod tytułem "Kapitan Sydney". Ktoś kto ją czyta, może domyślić się, że mowa o życiu autora, Wojciecha Świerkiewicza, że fakty wzięte są bezpośrednio z jego bogatych przeżyć. Pływał z wielkimi konwojami jako korespondent wojenny. Oceany, wielkie przestrzenie, morze, niebezpieczeństwa, niezwykłe przygody, bohaterstwo - oto jak wynikałoby z książki Świerkiewicza - jego historia wojny. W trakcie tej pracy zostaje aresztowany przez polskie władze bezpieczeństwa. Wśród dokumentów znalezionych w czasie rewizji znajdują się umowy na scenariusze filmowe o walce Polaków z obcymi wywiadami.

Tymczasem i Blanka Kalkstein podąża po wyzwoleniu do Szczecina. Pamięta jeszcze adres, który podał jej pierwszy narzeczony, niemiecki oficer Johannes Berent: "Stettin, Thornstrasse 14". Wie, że z powodu jej zeznań dostał się w piekło wschodniego frontu. Kiedy wczesną wiosną znalazła się w wyzwolonym Szczecinie, odnalazła tę ulicę. Dom był zburzony, ale na murze napisano kredą: Rodzina Herentów mieszka na ulicy... Siostra Johannesa Berenta przyjęła ją serdecznie. Słyszała o jego pierwszej miłości, widziała jej fotografię, wiedziała, że śmierć Johannesa Berenta łączy się z Polką. Pokazała urzędowe zawiadomienie o śmierci brata. Obie płakały. Druga siostra i matka Berenta były oschłe. Blanka przywiozła w prezencie słoninę. Spędziła noc u Niemek.
Wyjechała ze Szczecina. Zaczęła studia, chowała syna, nie wspominając mu o okolicznościach jego narodzin i początkowym przeznaczeniu. Potem ją aresztowano. Procesy Kalksteina i Blanki Kalkstein odbyły się, kiedy ich syn miał dziewięć lat.
Ludwik Kalkstein został skazany na dożywotnie więzienie oraz na 3+12+7+2 i pół roku więzienia, których odsiadywanie musiałby zacząć po śmierci, gdyby nie wymierzono mu łącznie kary dożywotniego więzienia, zamienionego potem na lat dwanaście. Blanka Kalkstein została zwolniona przedterminowo. Odnalazłem ją przy pomocy książki telefonicznej: "pani Blanka ma wolne" - odpowiedziano. Potem odwiedziłem ją tam. Nie przypomina to biuro wieży pokutnej Aldony. Pani Blanka urzęduje W oszklonym okienku. Kiedy zapraszam ją na spotkanie, pyta:
- Czy to konieczne?
Nie chce wracać do tamtych spraw. Kiedy później spotykamy się jak inni bywalcy kawiarni "Mazovia", pytam, czy myśli czasem o swoich towarzyszkach i przyjaciółkach: o Marii, Jadwidze, Halinie i innych, które wydała w ręce gestapo i które nie żyją od dwudziestu lat? Czy widuje ich dzieci, które straciły wtedy matki? - dziś już dorosłe. Czy wie, jak one wyglądają?
- A sny? - pytam ją - jak pani sypia?
- Czasem budzę się nagle pod silnym wrażeniem, ale nie wiem nigdy, co mnie zbudziło.
Blanka mówi mi o miłości do Berenta, jedynej, o podziwie dla Kalksteina i próbie pokochania go, aby w ten sposób zatrzeć pamięć o Niemcu, o posłuszeństwie i bierności wobec Kalksteina. Skutki wydarzeń sprzed dwudziestu lat są dla niej ciągle aktualne. Co kogoś pozna, nawiązują się stosunki towarzyskie, ten, dowiedziawszy się, kim jest Blanka, zrywa z nią. Przestaje się kłaniać, na jej widok przechodzi na drugą stronę ulicę. Jest samotna. Mężczyzna, z którym się związała, dowiedziawszy się o jej przeszłości, porzucił ją. Blanka nie widzi przed sobą przyszłości. Ma trudności z synem. Nosi jej panieńskie nazwisko. Początkowo próbowała ukryć przed nim jego pochodzenie, ale ktoś mu powiedział. Bojkot i potępienie otaczające Blankę uderza w niego. Przestał się uczyć. W okresie, gdy Blanka była uwięziona, znalazł się w zakładzie poprawczym. Ojciec jeszcze nigdy do niego nie napisał. Dziewiętnastoletni już chłopak liczy, że ojciec coś mu wyjaśni, niepojęte jest dla niego, czemu ojciec nie nawiązuje z nim kontaktu. Już wie dobrze, że jest napiętnowany jakby grzechem pierworodnym.
Syn? Kalkstein spotka się z nim, ale potem, nie w więzieniu. To nie jest miejsce na ich pierwsze w życiu spotkanie. To dziedzic nazwiska i tradycji rodu Kalksteinów, mimo iż urodził się jako syn Konrada Starka, a teraz nazywa się jeszcze inaczej...
Setki ludzi uważają, że Kalkstein powinien nie żyć. Wymknął się wyrokowi śmierci, ale krewni ofiar: dzieci, które już są dorosłe, którym zabrano matki, wdowcy, którzy dawno mają już inne żony, niezmiennie interesują się losem Kalksteina. Są ze sobą w kontakcie.
- Czyż nie jest najbezpieczniejszy tam, za tymi żelaznymi bramami i furtkami? - spytał mnie jeden z nich.
Inny, mieszkający na prowincji, śle listy do sądu z zapytaniem: "Co z Kalksteinem? Czy żyje? Czy jest na wolności, kiedy wychodzi?" Sąd pozostawia te listy bez odpowiedzi. Ktoś inny z kręgu owych trzystu osób, kto stracił narzeczoną, co pewien czas pyta o Kalksteina. Jest inżynierem, dobrym fachowcem, prowadzi ustabilizowany tryb życia. Od dwudziestu lat myśli o wymierzeniu sprawiedliwości.

Jest godzina 18.40. Dobiega dziesiąta godzina naszej rozmowy. Wypiliśmy osiem szklanek herbaty "Yunan". Jesteśmy obaj skrajnie wyczerpani. Dwudziesta siódma kartka notatek. Za kilkanaście minut więzienie zamyka się na noc i wszystkie osoby z zewnątrz muszą je opuścić. Naciskam więc kolejno dzwonki od środka więziennych podwórzy i korytarzy, znów świecące od nieustannego używania klucze hałaśliwie pracują w zamkach.


Krzysztof Kąkolewski "3 złote za słowo" 1973


ZDARZA SIĘ

Offline

 

#13 26.02.2009 08:54:33

chrisfox

administrator

status 1
GG? ni mom i nie bede mioł
Skąd: z getta
Zarejestrowany: 8.03.2007
Posty: 11763
WWW

Re: Spiska 14

Bardzo dawno temu, czytałem gdzieś fragmenty. Dziękuję.


Rozczyn dzieł Marksa wlany w bydląt czaszki
Wytwarza z mózgiem przedziwną miksturę

Offline

 

#14 22.05.2009 16:14:29

chrisfox

administrator

status 1
GG? ni mom i nie bede mioł
Skąd: z getta
Zarejestrowany: 8.03.2007
Posty: 11763
WWW

Re: Spiska 14

Wyszperane w biuletynie IPN nr 8-9 (43-44) z sierpnia 2004. Przepraszam za nienadzwyczajne formatowanie tekstu i tragiczne odsyłacze do przypisów, ale wolałem to wkleić teraz - nie po obróbce, która pewnie by mi zajęła jakieś pół roku Jeśli gdzieś w tekście napotkacie jakiś dziwny numerek, to zapewne przypis - te umieściłem pod spodem.

Nie wyrażam żadnej opinii o tekście - przeczytałem część i stwierdziłem, że - tak, czy inaczej - warto go tu wkleić.


Waldemar Grabowski, BEP IPN Warszawa

KALKSTEIN I KACZOROWSKA W ŚWIETLE AKT UB

Niewtajemniczonym może się to wydawać nieprawdopodobne, że ktoś, kto w czasie okupacji był agentem gestapo, po wojnie stawał się agentem UB. A jednak tak właśnie bywało – ci, którzy zdradzali swoich konspiracyjnych kolegów Niemcom, później nadal donosili na akowców komunistycznym służbom bezpieczeństwa. Przykładem mogą być najbardziej znani polscy zdrajcy czasów II wojny światowej – Blanka Kaczorowska i Ludwik Kalkstein.

Na temat Blanki Kaczorowskiej i Ludwika Kalksteina ukazało się już sporo publikacji. Jednakże dla lepszego zrozumienia ich powojennej działalności należy przywołać podstawowe dane. Ludwik Kalkstein-Stoliński urodził się 13 marca 1920 r. w Warszawie, gdzie wiosną 1939 r. ukończył gimnazjum, we wrześniu wyjechał do Wilna. Tam działał najprawdopodobniej w konspiracji (w swoich zeznaniach wymienił ks. [Kazimierza?] Kucharskiego1 i „Tajną Organizację Wojskową”)2. W styczniu 1940 r. został wysłany z pocztą do Warszawy, gdzie zaangażowano go w sieci wywiadowczej „Stragan”. Jego przełożonym był Jerzy Jurkowski „Wedel” zajmujący się wówczas ewidencjonowaniem materiałów wywiadowczych i sporządzaniem raportów miesięcznych3. Proponowano mu wyjazd na ziemie okupowane przez ZSRS z zadaniami wywiadowczymi. Razem z nim mieli wyjechać jego brat stryjeczny Krystian Kalkstein i Andrzej Wilczyński. Ludwik Kalkstein odmówił wyjazdu, pozostali pojechali4. Wiosną 1941 r. przystąpił do organizowania grupy obserwacyjno-wywiadowczej o kryptonimie „Hanka”5. W grupie tej zastępcą kierownika był jego szwagier Eugeniusz Świerczewski, a także jego przyszła żona Blanka Kaczorowska „Sroka” – pełniąca funkcje sekretarki, maszynistki i tłumaczki, oraz jego brat cioteczny Jerzy Kopczewski „Krzysztof”. Rozkazem z 11 listopada 1941 r. Kalkstein został odznaczony Krzyżem Walecznych6. Blanka Kaczorowska „Sroka” urodziła się 13 października 1922 r. w Brześciu nad Bugiem.
W konspiracji działała początkowo w wywiadzie w Siedlcach, skąd zagrożona aresztowaniem wyjechała w początkach listopada 1941 r. do Warszawy7. Rozkazem z 11 listopada została odznaczona Krzyżem Walecznych. Powojenne zeznania członków konspiracji w Siedlcach nie są jednoznaczne zarówno co do działalności Kaczorowskiej, jak i stopnia jej zagrożenia. Na przełomie 1941 i 1942 r. została włączona w prace grupy „H”. Po aresztowaniu Kalksteina pracowała u Karola Trojanowskiego „Radwana”. Według powojennych zeznań od września 1942 r. przebywała w Częstochowie, gdzie po wyjściu z więzienia
w drugiej połowie października odszukał ją Kalkstein8.

Wpadka – współpraca

Kierowana przez Kalksteina grupa liczyła 10 pracowników i około 150 informatorów (według zeznań Kalksteina grupa liczyła około siedmiu osób)9. Działalność Kalksteina została przerwana w końcu marca lub na początku kwietnia 1942 r. aresztowaniem w mieszkaniu Kopczewskiego przy ul. Opoczyńskiej10. 15 maja została aresztowana jego matka Ludwika z domu Kucińska, w czerwcu zaś – jego siostra Nina, żona Świerczewskiego. W nocy
z 27 na 28 kwietnia 1942 r. został też aresztowany Mieczysław Rutkowski „Goszczyński”, kierownik referatu zachodniego „Straganu”. Z zeznań o pobycie w więzieniu samego Kalksteina wynika, że dopiero po czterech miesiącach śledztwa (bicia) załamał się i wydał ponad dwadzieścia osób i adresów punktów kontaktowych „Straganu”11. Irena Chmielewicz (tłumaczka i maszynistka w warszawskim gestapo) twierdziła natomiast, że wraz z Kalksteinem aresztowano w pierwszym rzucie około 52 osób.

Kalkstein został zwolniony z al. Szucha w listopadzie 1942 r. już jako agent „97”. Odszukał Świerczewskiego i Kaczorowską, z którą 14 listopada 1942 r. wziął ślub w Radości. Mieszkali przy ul. Kieleckiej, a następnie w Miedzeszynie. Kaczorowska miała kryptonim „V-98” i używała dawnego pseudonimu „Sroka”, Świerczewski otrzymał w gestapo kryptonim „100”. Kalkstein pracował w komórce kierowanej przez SS-Untersturmführera Ericha Mertena, której zadaniem było rozpracowywanie wywiadu AK i wywiadu angielskiego. W wyniku ich działalności, a głównie zdrady Kaczorowskiej, zostało aresztowanych co najmniej czternaście osób znanych jej jeszcze z pracy w Siedlcach, z tego pięć rozstrzelano. Wśród aresztowanych znaleźli się m.in.: Kazimierz Tomaszewski, Jerzy Brolski, Edward Kwaśniewski, Jadwiga Krasicka, Halina Skierska, Janusz Wituski, Irena Wituska. W sierpniu i wrześniu 1942 r. trwały dalsze aresztowania pracowników komórki „H” („Hanka”).


15 maja 1943 r. został zdradzony kpt. Karol Trojanowski „Radwan”12, kierownik referatu zachodniego wywiadu ofensywnego („Stragan”) Oddziału II KG AK. Aresztowano go na rogu ul. Rakowieckiej i al. Niepodległości. To Kaczorowska pokazała „Radwana” Kalksteinowi. Wkrótce Trojanowski także poszedł na współpracę z Niemcami, a konkretnie z referatem IV ES utworzonym do zwalczania wywiadu i łączności AK.

Wydanie Grota

30 czerwca 1943 r. przy ul. Spiskiej 14 został aresztowany gen. Stefan Rowecki, komendant AK. Według powojennych zeznań Kalksteina miał go wydać Eugeniusz Świerczewski, który telefonicznie zawiadomił gestapo o jego miejscu pobytu. W trakcie przesłuchania 23 grudnia 1953 r. Kalkstein przyznał się natomiast do udziału w rozpracowaniu „w sprawie Grota-Roweckiego”13. Sprawie tej było poświęcone całe przesłuchanie 30 stycznia
1954 r., prowadzone przez por. Eugeniusza Witczaka:
„Pytanie: Skąd gestapo uzyskało pierwsze informacje o Grocie-Roweckim?
Odpowiedź: Skąd gestapo uzyskało pierwsze informacje o Grocie-Roweckim, tego dokładnie nie wiem. Merten posiadał przedwojenną fotografię Roweckiego w mundurze i twierdził, że gestapo krakowskie oraz radomskie lub kieleckie posiadają możliwości rozpracowania i aresztowania Grota. Szczegółów nie podawał. Wiem, że gestapo warszawskie posiadało kilka fotografii Roweckiego, wiedziało, że prócz pseudonimu »Grot« używa jeszcze ps. »Rakoń«, lecz kto informacje te dostarczył, tego nie wiem.
Pytanie: Kto umożliwił aresztowanie Grota-Roweckiego?
Odpowiedź: Aresztowanie Grota-Roweckiego umożliwił szwagier mój Świerczewski Eugeniusz, agent gestapo, który wskazał dom na ul. Spiskiej, do którego wszedł Grot-Rowecki i w domu tym został zatrzymany. Było to w końcu czerwca 1943 r.
Pytanie: Skąd Świerczewski znał Roweckiego?
Odpowiedź: Świerczewski znał się z Roweckim od 1920 r., tj. od czasu, gdy służyli w armii gen. Szeptyckiego na wschodzie. Świerczewski w tej armii był oficerem kulturalno -oświatowym, a Rowecki był oficerem Oddz[iału] II. Do 1939 r. obaj przebywali w Warszawie, z tym że Świerczewski wyszedł z wojska i pracował jako dziennikarz oraz był generalnym sekretarzem TKKT [Towarzystwo Krzewienia Kultury Teatralnej], a Rowecki służył nadal, ostatnio jako dowódca KOP-u [Korpusu Obrony Pogranicza].
Pytanie: W jakich okolicznościach Świerczewski został agentem gestapo?
Odpowiedź: W początkach listopada 1942 r. zostałem zwolniony z Pawiaka po podpisaniu zobowiązania o współpracy z gestapo. Funkcjonariusz Merten, który mnie werbował, znał miejsce pobytu w tym czasie Świerczewskiego i wiedział, że pracował on w mojej grupie w ZWZ, lecz nie aresztował go, ponieważ liczył, że Świerczewski może być cennym agentem. Otrzymawszy od Mertena adres Świerczewskiego w miejscowości podwarszawskiej, skontaktowałem się z nim
i razem zamieszkaliśmy w Warszawie na ul. Dobrej, numeru nie pamiętam, u znajomej Blanki Kaczorowskiej, nazywanej Stasia – nazwiska nie pamiętam. Prostuję, najpierw przez dwa tygodnie odnajmowaliśmy pokój w pobliżu pl. Narutowicza, nazwy ulicy nie pamiętam. W pokoju tym nastąpiło spotkanie Mertena ze Świerczewskim w listopadzie 1942 roku i w czasie tego spotkania w mojej obecności Świerczewski został zwerbowany do współpracy. W zamian za współpracę Merten obiecał przyspieszyć zwolnienie z Pawiaka mej siostry – żony Świerczewskiego – i rodziców. Od pierwszej chwili zadaniem Świerczewskiego, jak również i moim, było uzyskanie dojścia do Grota-Roweckiego. W tym czasie Świerczewski był pracownikiem BIP-u, o czym Merten
wiedział – prostuję, z BIP-em związał się nieco później, gdzieś w początkach 1943 r.
Pytanie: Jak Świerczewski ustalił Roweckiego i jaki był przebieg aresztowania?
Odpowiedź: W końcu czerwca 1943 r. Świerczewski po wyjściu z domu z rana spotkał Roweckiego na Solcu i zaczął prowadzić za nim obserwacje. Tramwajami dojechał za Roweckim do pl. Narutowicza i tam Rowecki skręcił w jedną z ulic, o ile pamiętam, w ulicę Spiską, i zatrzymał się w jednym z domów. Świerczewski wówczas telefonicznie z pl. Narutowicza powiadomił gestapo, które w kilka minut później obstawiło dom i przy udziale Świerczewskiego
rozpoczęło przeprowadzać rewizję. Grot w tym domu miał swój lokal konspiracyjny, w mieszkaniu zameldowanym na jego fałszywe nazwisko lub na kogoś innego, i tam go gestapo zastało. Po stwierdzeniu przez Świerczewskiego, że [to] jest faktycznie Grot, został zabrany na al. Szucha, a po kilku dniach przewieziono go samolotem do Berlina.
Pytanie: Kto przesłuchiwał Grota i co Grot zeznał?
Odpowiedź: Jak przypominam sobie, Grot na al. Szucha przebywał dwie doby. W tym czasie przesłuchiwali go kierownicy gestapo, a więc [dr Ludwig] Hahn14, [Walter] Stamm15, [Alfred] Spilker16 i wiem, że w przesłuchaniach tych brał udział Merten, co później sam mi opowiadał. Wiem od Mertena, że Rowecki składał zeznania i z zeznań tych kierownicy gestapo byli zadowoleni. Jakie szczegóły podawał, tego mi Merten nie powiedział. W jakiś czas później Merten pokazał Świerczewskiemu fotografię Grota w towarzystwie wyższych oficerów niemieckich przystole, w elegancko umeblowanym pokoju. Miało to znaczyć, że Grot jest specjalnie traktowany. Później już wiadomości o Grocie nie miałem. Jeśli chodzi o Świerczewskiego, to jesienią 1943 lub na wiosnę 1944 r. został zlikwidowany przez jakąś organizację. Szczegółów nie znam”17.

Dalsze aresztowania

26 sierpnia 1943 r. przy ul. Dzikiej 28 został aresztowany mjr Stanisław Rogiński „Górski”, „Stanisław”, kierownik wywiadu ofensywnego, wraz z nim aresztowano sekretarkę Janinę Despont-Zenowicz „Ninę” i łączniczkę Wandę Ossowską18. W rozpracowaniu J. Despont-Zenowicz uczestniczył Kalkstein, o czym informował w zeznaniach składanych 8 lutego 1954 r.19 Nie przyznał się do udziału w jej aresztowaniu. W sierpniu 1942 r. natomiast miał wskazać na ulicy Janinę Despont-Zenowicz Erichowi Mertenowi. Śledzili ją samochodem i tak dotarli do kwatery Rogińskiego. W końcu sierpnia Merten miał powiadomić
Kalksteina o aresztowaniu Despont-Zenowicz. Jesienią 1943 r. (lub wcześniej) Blanka Kaczorowska, nierozpoznana przez kontrwywiad
AK, zaczęła pracować w Biurze Studiów Oddziału II KG AK20, a Świerczewski nawiązał kontakt z Pawłowiczem „Siostrą” i miał wyjechać do Dyneburga lub Rygi w celu zorganizowania placówki informacyjnej, jednakże odwlekał termin wyjazdu. 18 listopada 1943 r. na pl. Napoleona aresztowano ppłk. dypl. Władysława Szczekowskiego „Leszczyca”, „Stanisława” z Oddziału II KG AK21. Dzień później została ujęta na ulicy jego sekretarka Wanda Wóycicka „Dorotka”, „Sarenka”, rozstrzelana 17 grudnia 1943 r. Około 20 listopada 1943 r. aresztowano w Otwocku ppłk. Wacława Berkę „Brodowicza”,
„Krajewskiego”, „Wacława”, szefa Oddziału II KG AK. W tym aresztowaniu miał brać osobiście udział Kalkstein. Natomiast według zeznań Kalksteina, „Wacława” miała rozpracować i wystawić Maria Zabłocka, przyjaciółka gestapowca Wilhelma Panitza22; on sam przyznał się jedynie do udziału w rozpracowaniu „Wacława”23. W październiku 1943 r. Blanka Kaczorowska zachorowała i została zawieziona na kurację do Otwocka, skąd niebawem wróciła pod pozorem załatwienia pilnych spraw.

Oto następne aresztowania:

– 8/9 i 9/10 grudnia 1943 r. – kilkunastu pracowników Biura Studiów Oddziału II KG AK (Irena i Janusz Wituscy, Halina Skierska, Maria Dziubakowa, Maria Ike-Dunikowska, Natalia Rykowska, Eryk i Jadwiga Scharfenbergowie)24,
– 8/9 grudnia 1943 r. w Podkowie Leśnej przy ul. Ptasiej25 – ppłk dypl. Marian Drobik „Dzięcioł”, kolejny kierownik Oddziału II KG AK, razem z nim aresztowano Konrada Bogackiego. Kalkstein przyznał się do udziału w rozpracowaniu „Dzięcioła”,
– 14 grudnia 1943 r. – mjr Otton Pawłowicz „Siostra” na ul. Hożej, w trakcie spotkania z Anną Krajewską „Hanką” i... Eugeniuszem Świerczewskim „Gensem”26.
W końcu grudnia 1943 r. Kalkstein, jako Paul Henchel, mieszkał z Kaczorowską przy ul. Cecylii Śniegockiej. Po grudniowych aresztowaniach (8–10) Blanka nie utrzymywała kontaktu z AK do stycznia 1944 r., kiedy to zgłosiła się ponownie do Jadwigi Krasickiej27. Wiosną 1944 r. Kaczorowska wydała jeszcze Krasicką, a następnie przerwała działalność... z powodu ciąży.

Rozszyfrowanie zdrajców

Według pewnych informacji 25 marca 1944 r. Wojskowy Sąd Specjalny skazał trójkę zdrajców na karę śmierci. Inne informacje mówią, że pełny obraz zdrady Kalksteina i Kaczorowskiej został przedstawiony dopiero w zeznaniach Świerczewskiego, który w maju 1944 r. usiłował nawiązać kontakt z konspiracją. Występował wówczas jako kurier „na wschód”, który utracił kontakt organizacyjny. 20 czerwca 1944 r. Eugeniusz Świerczewski został zlikwidowany przy ul. Krochmalnej. Przesłuchanie zdrajcy przeprowadził Stefan Ryś „Józef”, zastępca kierownika Wydziału Bezpieczeństwa i Kontrwywiadu Oddziału II KG AK. Świerczewski miał przyznać się do wydania Roweckiego. Warto jednak zauważyć, że w zeznaniach Stefana Rysia z 24 marca 1954 r. brak wiadomości o wydaniu „Grota” przez Świerczewskiego, jest natomiast długa lista osób wydanych, a będących pracownikami wywiadu i łączności AK28. Kontrwywiad AK poszukiwał Kalksteina i Kaczorowskiej.

W niemieckim mundurze

Dwa tygodnie przed wybuchem Powstania Warszawskiego Kalkstein otrzymał prawo noszenia munduru SS i legitymację urzędnika SS i policji na nazwisko Konrad Stark29. W czasie powstania brał udział w walkach w mundurze niemieckim i po stronie niemieckiej. W końcu sierpnia 1944 r. opuścił Warszawę. Blanka Kaczorowska znajdowała się do 18 sierpnia w Warszawie przy ul. Dzikiej. Po opuszczeniu stolicy nawiązała kontakt z Kalksteinem w Łowiczu i Skierniewicach. Tam razem spędzali sylwestra. W styczniu 1945 r. przez Zgierz Kaczorowska dostała się do Łodzi30. Po powstaniu Kalkstein razem z Mertenem pracował w placówkach gestapo w Grójcu, Skierniewicach i Sochaczewie. W Grójcu poznał kierowcę Zdzisława Ciesielskiego, który przeszedł razem z nim i Mertenem do Skierniewic. W styczniu 1945 r. placówka gestapo, w której pracował Kalkstein, została przeniesiona do Łodzi. Kalkstein z Ciesielskim i N.N. „Kazimierzem” – agentem placówki, postanowili tam pozostać. Merten przekazał Kalksteinowi broń, radiostację i ponad 500 dolarów. Po wycofaniu się Niemców z Łodzi sprzęt został zatopiony w basenie przeciwpożarowym. Po wejściu Armii Czerwonej Kalkstein przebywał w Łodzi jeszcze około dwóch tygodni, a następnie razem z Ciesielskim wyjechał do Krakowa31.

Blanka i bezpieka

W październiku 1946 r. por. Kurowski z Głównego Zarządu Informacji WP sporządził „Informację na temat rozmowy przeprowadzonej przez oficjalnego pracownika Głównego Zarządu Informacji WP z ppłk. HERMANEM32 w dniu 27.6.46 r. dotyczącej BLANKI Kaczorowskiej” 33. Podczas rozmowy ppłk Herman stwierdził, że powodem wsypy jego szefa w konspiracji – „Dzięcioła”34 – była Blanka K., łączniczka „Dzięcioła” i żona gestapowca K., przebywająca na wolności. Zdaniem podpułkownika i żołnierzy AK jej sprawa została „zarzucona” przez organa bezpieczeństwa z uwagi na jej ojca – prokuratora Sądu Najwyższego35. Władze bezpieczeństwa dysponowały już wówczas opracowaniem Hermana z listopada 1945 r. „Przypuszczalne powody „wsypy” (afera grupy Kalksteina). Jeszcze wcześniej, bo we wrześniu 1945 r., została aresztowana w Katowicach Irena Chmielewicz, pracownica gestapo w Warszawie. Złożyła zeznania o działalności Kalksteina i Kaczorowskiej36. Chmielewicz 22 października 1946 r. została skazana na karę śmierci, którą następnie zmieniono na dożywocie. Ostatecznie w 1956 r. na mocy amnestii karę zmniejszono do 12 lat pozbawienia wolności. Po zwolnieniu z więzienia wyjechała do Australii, a następnie do Berlina Zachodniego. W 1972 r. zeznawała na procesie dr. Ludwiga Hahna, szefa warszawskiego gestapo. W tym samym miesiącu (październik 1946 r.) płk dypl. Franciszek Herman, szef Wydziału Studiów Operacyjnych Sztabu Generalnego WP, zwrócił się do Głównego Zarządu Informacji o zbadanie sprawy ob. Kaczorowskiej. We wniosku wymieniono nazwiska świadków (Zofia Zielińska, Łucja Hermes, Krystyna [Irena Sawicka-] Wituska, mjr Jerzy Jurkowski, Jadwiga Scharfenberg37, „Oskar”38) oraz dołączono do niego zdjęcia Blanki Kaczorowskiej. 2 czerwca 1947 r. mjr Jerzy Jurkowski był przesłuchiwany przez Informację Wojskową. Stwierdził, że w 1944 r. płk Herman i płk Zieliński mówili mu o tym, iż Blanka Kaczorowska była „powodem
aresztowania p. »Julii« – kierowniczki poczty Biura Studiów AK w Warszawie”39. Zarząd Informacji WP zajmował się sprawą Kaczorowskiej do 1948 r., kiedy to przekazano materiały do Departamentu I MBP (kontrwywiad), „gdzie rzekomo potrzebne były do werbunku”40. Fakt zwerbowania miał potwierdzić w rozmowie z płk. Ignacym Krzemieniem41 ppłk Julian Konar42 – zastępca dyrektora Departamentu I MBP.

Historyk sztuki

W marcu 1948 r.43 Główny Zarząd Informacji WP przekazał do Departamentu I MBP akta kontrolne sprawy przeciwko Blance Kaczorowskiej. „Ww. oskarżona jest o współpracę z gestapo przez osoby, którym znana jest jej działalność podczas okupacji, i które razem z nią w konspiracji pracowały. Gł[ówny] Zarz[ąd] Inf[ormacji] W[ojska] P[olskiego] przeprowadził przesłuchania świadków potwierdzające zarzut, po czym sprawę całą w[edłu]g kompetencji przekazał do MBP”. Z Informacji WP do MBP przekazano także doniesienia agentan „13 Piątek”, który potwierdził fakt współpracy Kaczorowskiej z gestapo. Ponadto zeznał, że Kaczorowska jest żoną ppłk. Rawicza-Vogla, sędziego Sądu Wojskowego w Warszawie44. Adwokat Roman Vogel (-Rawicz) miał tuż przed wojną kancelarię w Warszawie przy ul. Śniadeckich 1545. Po wybuchu wojny wyjechał do Lwowa, najprawdopodobniej w 1942 r. uciekł do Tomaszowa Lubelskiego. W 1945 r. zaczął pracować jako sędzia Wojskowego Sądu Rejonowego w Łodzi. Jesienią 1945 r. został zdemobilizowany w stopniu kapitana. Otworzył wówczas kancelarię adwokacką w Łodzi przy ul. 11 Listopada 36 m. 44. W sądownictwie wojskowym współpracował z ojcem Blanki – Janem Kaczorowskim. Od stycznia 1946 r. znał Blankę, która do 1948 r. mieszkała w Łodzi i studiowała na Wydziale Humanistycznym miejscowego uniwersytetu. W 1948 r. Blanka przeniosła się do Warszawy i tu w maju 1952 r. została magistrem historii sztuki. Od 1 czerwca 1951 r. Blanka Kaczorowska
pracowała jako asystentka w Państwowym Instytucie Badania Sztuki Ludowej. Mieszkała wówczas w Warszawie przy ul. Bachmackiej 15 w domu, według danych MBP, zakupionym na własność przez Vogel-Rawicza i Jana Kaczorowskiego. Miała się wówczas widzieć z Kalksteinem – w Koszalinie oraz w 1949 r. w Łodzi lub w Warszawie46. W październiku 1948 r. Wydział V Departamentu VII zawiadomił Departament I MBP, że Kaczorowska otrzymała stypendium z Ministerstwa Oświaty na studia w Czechosłowacji i stara się o paszport. Starania te zostały przerwane w grudniu tr. na skutek sprzeciwu MBP, paszport
zatrzymano w Ministerstwie Oświaty47. Już wówczas Kaczorowska znajdowała się w rozpracowaniu MBP. Wówczas skupiano się na wątku jej działalności w wywiadzie AK. Zachowało się m.in. sprawozdanie z przeprowadzonego w Łodzi „wywiadu na Kaczorowką Blankę”, sporządzone przez osobę o pseudonimie „Jasiek” 4 listopada 1947 r.48 W tym samym miesiącu ppłk Konar nakazał „agenturalne rozpracowanie stosując ścisłą agenturalną i zewnętrzną obserwację
– ustalać kontakty”49. Prowadzenie rozpoznania Blanki powierzono Eugeniuszowi Oberle. Ustalono, że Barbara (Blanka) Kaczorowska jest członkiem PPR i działa aktywnie w sekcji humanistycznej AZWM [Akademicki Związek Walki Młodych] „Życie”, gdzie właśnie została wybrana na sekretarza koła50. W styczniu 1948 r. stwierdzono, że Kaczorowska nie studiuje, ale „chodzi do szkoły baletowej”. Jej koleżanką była agentka bezpieki „Tancerka”51. Pojawiają się też w tym czasie w dokumentach agenturalne doniesienia ze źródła „Sroka”, ale to raczej nie Kaczorowska je składa, lecz w tych doniesieniach mówi się o niej52. Doniesienia dotyczą sprawy „Romy”, czyli osoby Ronalda Clarence’a Jeffery’ego, obywatela brytyjskiego, który zbiegł z niewoli niemieckiej i pracował w wywiadzie AK. Wyjechał do Anglii, po wojnie wrócił do Polski w celu nawiązania współpracy z polskimi przedsiębiorstwami53. Dopiski na dokumencie mówią o tym, iż „siatką okupacyjną powinien zająć się Wydział VI Dep[artamentu] I”. O Blandynie Kaczorowskiej „Blance”, „Oleńce” napisano wówczas, że jej przełożeni w AK podejrzewali ją o współpracę z Niemcami, gdyż aresztowano wiele osób znanych jej z pracy w Biurze Studiów. Ponadto stwierdzono, że „D[owó]dztwo AK wydało na ww. wyrok śmierci, którego jednak nie wykonano, ponieważ ta ostatnia zniknęła z terenu Warszawy”. Tymczasem przy okazji pracy nad sprawą „Romy” ppor. Zwierchowski odnośnie do Kaczorowskiej zapisał: „Opracować w celu werbunku”54. Ciekawy zapis figuruje w Planie przedsięwzięć w sprawie „Romy” z 28 lipca 1949 r.: „11. Odnośnie [do] Kaczorowskiej – do czasu przeprowadzenia kontrolnego spotkania z ag[entem] »13 Piątek« i zorientowania się o możliwościach jego w rozpracowaniu jej – uważam za niewskazane przeprowadzania jakichkolwiek przedsięwzięć”55. Sprawa „Romy” została „zaniechana” w styczniu 1955 r., natomiast osoby występujące w tej sprawie pozostawiono w ewidencji56. Dodajmy jeszcze,
że w 1982 r. akta tej sprawy zostały wybrakowane – zgodnie z odpowiednim zapisemwyłączono i zniszczono pisma przewodnie i duplikaty57.

Zatrzymanie i wyrok

21 sierpnia 1952 r. E. Asfel, kierownik referatu I Wydziału I UBP na m.st. Warszawę, skierował do naczelnika Wydziału I kpt. M. Soleckiego raport o wszczęciu rozpracowania agentki gestapo Kaczorowskiej. Rozpracowanie otrzymało kryptonim „Prawnik”58. Blanka Kaczorowska została zatrzymana 19 grudnia 1952 r.59, a następnie tymczasowo aresztowana 23 grudnia60. Była podejrzana o popełnienie przestępstwa z art. 1 pkt 2 i art. 4 § 1 dekretu z 31 sierpnia 1944 r. W następstwie prowadzonego rozpoznania opracowano Plan śledztwa, które miał prowadzić oficer śledczy por. Jan Miaskowski, absolwent Centralnej Szkoły MBP z 1946 r. Niezwykle interesujące są zawarte tam wytyczne:
„Cel śledztwa:
1) Ustalić okoliczności i pobudki podejrz[anej] Kaczorowskiej odnośnie [do] zgody z jej strony na współpracę z gestapo.
2) Ustalić całokształt jej działalności, kontaktów, powiązań w czasie okupacji i po wyzwoleniu.
Podstawowe zagadnienia podlegające wyjaśnieniu w toku śledztwa:
1) Ustalić czas i przyczyny aresztowania podejrz[anej] przez gestapo oraz jej zobowiązanie współpracy (przesł[uchać] podejrz[aną]).
2) Ustalić nastawienia i instrukcje otrzymane przez pod[ejrzaną] odnośnie [do] jej działalności oraz jej kontakty z Kalksteinem (przesł[uchać] podejrz[aną]).
3) Ustalić otrzymane nastawienie odnośnie [do] rozpracowania O[ddziału] II KG AK oraz kto został aresztowany (przesł[uchać] podejrz[aną], świadków Rysia i Hermana).
4) Ujawnić okoliczności aresztowania ekspozytury »Stragana« w Siedlcach (przesł[uchać] podejrz[aną]).
5) Ujawnić okoliczności przeniesienia do Warszawy (przesł[uchać] podejrz[aną], Rysia i Hermana).
6) Ustalić kontakty z ekspozyturami na wschodzie.
7) Ustalić skład personalny ekspozytury w Siedlcach i Biura Studiów KG AK (przesł[uchać] podejrz[aną]).
8) Ustalić działalność antylewicową ekspozytury siedleckiej, ustawionej w tym kierunku itp.
9) Ustalić miejsce pobytu Kalksteina (przesł[uchać] podejrz[aną])”.
20 i 21 grudnia 1952 r. w mieszkaniu Kaczorowskiej została przeprowadzona rewizja – znaleziono m.in. kenkartę na nazwisko Elżbiety Walter61. 23 grudnia wszczęto śledztwo i tymczasowo aresztowano Blankę K. W styczniu 1953 r. jej sprawę przejął z Wydziału I kpt. J. Zieliński62 z Wydziału Śledczego. W lutym 1953 r. ppłk Wołkow, naczelnik Wydziału III Departamentu III MBP, pisał do naczelnika Wydziału Śledczego UBP na m.st. Warszawę: „W odpowiedzi na pismo Wasze L.dz.R-1086/52 z dnia 28.I.53 r. dot[yczące] przesłuchania w charakterze świadka Lubańskiej Haliny, Hermesównej Łucji, Śmiałkowskiej Krystyny
i Wścieklicównej Krystyny powiadamiam, że osoby te były już przesłuchiwane w 1947 r. przez Gł[ówny] Zarząd Informacji M[inisterstwa] O[brony] N[arodowej] na okoliczność Kaczorowskiej Blanki ps. »Sroka«-»Oleńka«. Odpisy tych protokołów zostały przesłane do Wydz. I U.B.P. na m.st. Warszawa za L.dz.DC-12/52 z dnia 20 IX [19]52 r. W związku z tym, że osoby te nie wniosą nowych momentów do sprawy, oraz ze względów operacyjnych ponowne przesłuchanie tych osób nie jest wskazane. Natomiast komunikuję, że na okoliczność współpracy z »gestapo« Kaczorowskiej Blanki ps. »Sroka«-»Oleńka
« można przesłuchać aresztowanego Rysia Stefana, b[yłego] z[astęp]cę szefa K.W. [kontrwywiadu] Oddz[iału] II, który obecnie znajduje się w więzieniu na Mokotowie”63. Śledztwo w sprawie Kaczorowskiej zostało zamknięte 31 marca 1953 r.64 Tego samego dnia w końcowym przesłuchaniu przyznała się, że od listopada 1942 do lutego 1944 r. wydała Niemcom szereg osób z Oddziału II KG AK, natomiast zaprzeczyła, jakoby miała być agentem gestapo. Kontakty z gestapo miała utrzymywać tylko jako żona Kalksteina. Wyrokiem Sądu Wojewódzkiego w Warszawie 12 czerwca 1953 r. za współpracę z gestapo w latach 1942–1945 została skazana na karę dożywotniego więzienia z pozbawieniem praw publicznych i obywatelskich praw honorowych. Następnie wyrok zmniejszono i 30 stycznia 1954 r. ustalono termin ukończenia kary 23 grudnia 1967 r.65 Podczas odbywania kary pozbawienia wolności została donosicielem na współtowarzyszki z celi, czyli tzw. agentem celnym Biura Śledczego. W 1958 r. wyszła z więzienia66. Na sesji wyjazdowej w Fordonie Sąd Wojewódzki w Bydgoszczy 17 marca 1958 r. postanowił o zwolnieniu jej z więzienia z dniem 1 lipca 1958 r. i oddaniu pod nadzór do 23 grudnia 1962 r.67

Wolność – współpraca – wyjazd

W końcu czerwca 1959 r.68 jako „Katarzyna” ponownie została współpracownikiem Departamentu II (kontrwywiad) władz bezpieczeństwa (do października 1963 r.). Przy pomocy MSW znalazła pracę w centrali importowej. W raporcie z 30 stycznia 1960 r. stwierdzono: „jest długoletnim tajnym współpracownikiem naszych organów. W toku pracy dla nas została wielokrotnie sprawdzona i bardzo silnie związana z nami”69. Ale w kwietniu 1961 r. jako „kandydat na werbunek” występowała Kaczorowska Blanka vel Kalkstein vel Talińska70. Jeszcze raz w maju 1967 r. została tajnym współpracownikiem Departamentu II. Jej działalność trwała co najmniej do kwietnia 1972 r. Za ten czas otrzymywała wynagrodzenie pieniężne. W latach 1976–1977 „była w zainteresowaniu” Departamentu II, a następnie Departamentu I MSW (wywiad)71. Blanka K. wyjechała do Francji.

Powojenne losy Kalksteina

Ludwik Kalkstein przebywał po Powstaniu Warszawskim w Skierniewicach, przydzielony do miejscowej placówki gestapo. W listopadzie lub grudniu 1944 r. spotykał tam Jerzego Jurkowskiego, który nie był agentem gestapo, natomiast namawiał Kalksteina do pracy dla wywiadu angielskiego72. Kalkstein w styczniu 1945 r. wyjechał ze Skierniewic. Po „wyzwoleniu” Kalkstein pod nazwiskiem Wojciech Świecki przebywał przez kilka miesięcy w Krakowie. Miał wówczas utrzymywać kontakt z Tadeuszem Linkowskim. W Krakowie Kalkstein miał mieszkać u państwa Hoszowskich przy ul. Garbarskiej 8. Hoszowska podobno pracowała w Komitecie Żydowskim przy ul. Długiej, a jej mąż w milicji na Podgórzu. Brat Hoszowskiej Lewicki pracował w WUBP w Krakowie. U Hoszowskich Kalkstein mieszkał razem z Ciesielskim do końca lutego 1945 r., po czym przeprowadził się na ul. Radziwiłłowską najprawdopodobniej 17 (II piętro), gdzie mieszkał do maja 1945 r.73 I tu mała dygresja – co spowodowało wyjazd Kalksteina z Krakowa? Może zbyt duża liczba warszawiaków przebywających w tym mieście? Bardzo możliwe. Ale być może (jest to tylko niepoparta dowodami hipoteza) spowodowało to kolejne dotychczas niewyjaśnione zdarzenie, związane z latami okupacji. 9 maja 1945 r. w Krakowie został zastrzelony Eugeniusz Gitterman, były kierownik wywiadu politycznego („Stożka”) Delegatury Rządu. Jak twierdziła jego siostra, Anastazja Mieszkowska, „został podstępnie zwabiony do kawiarni, gdzie strzelono do niego w tył głowy”74. Z kolei według Genowefy Łotarewicz Gitterman został zatrzymany na Plantach przez dwóch mężczyzn w polskich mundurach, ale mówiących po rosyjsku. W kawiarence przy ul. Długiej jeden z nich sprawdzał mu dokumenty, a drugi strzelił w tył głowy75. Dodajmy, że według Nazarewicza likwidacja Gittermana miała się odbyć na rozkaz Stefana Korbońskiego, ówczesnego p.o. delegata rządu. Gitterman „Eugeniusz” od końca listopada 1942 r. miał utrzymywać kontakt z Niemcami76. Wiadomość ta jest dość niezwykła, gdyż dotychczas było wiadome, że Gitterman nawiązał kontakt z Alfredem Spilkerem po aresztowaniu Tadeusza Myślińskiego w maju 1943 r. Po wyjeździe z Krakowa Kalkstein przebywał kolejno w Koszalinie, Przyborowie, Chorzowie i Szczecinie. W Koszalinie występował prawdopodobnie jako Wojciech Świecki. W 1952 r. uzyskał dokumenty na nazwisko Wojciech Mieczysław Świerkiewicz.

Zatrzymanie i werbunek

18 czerwca 1949 r. Ludwik Kalkstein (zatrzymany w Berzeczu 8 czerwca przez WOP pod zarzutem próby nielegalnego przekroczenia granicy) został zwerbowany do współpracy przez WUBP w Szczecinie. Otrzymał pseudonim „Granica”. Z powodu wyjazdu „w nieznanym kierunku został w czerwcu 1950 r. z sieci wyeliminowany”77. Od 1948 r. w sporadycznych kontaktach z Linkowskim występował jako pracownik wywiadu angielskiego. W zeznaniu złożonym zaraz po zatrzymaniu przez UB Blanka Kaczorowska przyznała się, że była żoną funkcjonariusza gestapo Ludwika Kalksteina78. 17 stycznia 1953 r. naczelnik
Wydziału I Departamentu I mjr Madrzak zatwierdził Plan poszukiwań b. funkcjonariusza Gestapo Kalksztajna Ludwika79. Kalkstein został aresztowany 20 sierpnia 1953 r.80 15 stycznia 1954 r. prokurator generalny PRL wydał decyzję o tymczasowym aresztowaniu (do 20 kwietnia 1954 r.). Zeznania Kalksteina z sierpnia 1953 r. przyniosły wiele wiadomości (choć zapewne nie tylko prawdziwych) o agenturze gestapo. Śledztwo zakończono 23 kwietnia 1954 r.81 Na rozprawę wezwano świadków: Stefana Rysia z więzienia Warszawa I, Blankę Kaczorowską z aresztu UBP na m.st. Warszawę i Irenę Chmielewicz z więzienia Warszawa I. 13 listopada 1954 r. Sąd Wojewódzki dla m.st. Warszawy skazał Ludwika Kalksteina- Stolińskiego „na łączną karę dożywotniego więzienia z pozbawieniem praw publicznych i obywatelskich praw honorowych na zawsze”82. Jednakże w wyniku obniżenia kary w 1956 r. do 12 lat – termin zakończenia odbywania kary ustalono na 20 sierpnia 1965 r.83 Od 1960 r. władze więzienne kilkakrotnie występowały o warunkowe zwolnienie. Sąd Wojewódzki w Opolu 11 lipca 1962 r. postanowił na wniosek naczelnika więzienia przedterminowo zwolnić Kalksteina z dniem 22 lipca 1962 r. Decyzja ta została zaskarżona przez
prokuratora. Kalkstein został zwolniony z więzienia najprawdopodobniej 12 lipca 1965 r.84 Fakt jego zwolnienia wywołał wzburzenie w środowisku żołnierzy AK, także Radio Wolna Europa komentowało to wydarzenie. W kwietniu 1966 r. ZG ZBoWiD zwrócił się do ministra spraw wewnętrznych z sugestią ponownego procesu. Jak stwierdzały ówczesne władze, „ze względów proceduralnych niemożliwe było ponowne wszczęcie postępowania
karnego”.

W każdej sprawie pomoże

Odbywając karę pozbawienia wolności, w latach 1954–1964 Kalkstein zeznawał na kilku procesach, w tym Haliny Zakrzewskiej „Bedy”, żony „Oskara”85. W listopadzie 1965 r. wystąpił do ministra spraw wewnętrznych z oskarżeniami (głównie „Oskara” i Rysia) o ukrywanie prawdy i obarczanie go winą innych86. W tym samym roku złożył MSW propozycję: „przypominając fakt współpracy z organami śledczymi (w okresie pobytu w więzieniu Mokotów), zaoferował chęć dalszej współpracy z MSW na dowolnie wybranym przez nas odcinku. Sugerował przy tym jako jedną z możliwości wykorzystanie go w zakresie zwalczania
wrogiej propagandy nadawanej przez rozgłośnie zachodnie”, a jednocześnie zwracał się o „wydanie mu dowodu osobistego na inne nazwisko”87. Następnie mieszkał w Zielonej Górze i pod Warszawą. W 1975 r. Ludwik Edward Kalkstein-Stoliński był zameldowany w Mysiadle, powiat Piaseczno, a pracował w tamtejszej fermie drobiu. W lutym 1980 r. uzyskał dokument na nazwisko Edward Ludwik Stoliński-Ciesielski, zameldowany w Mysiadle, województwo stołeczne (warszawskie). We wrześniu tego roku czasowo zameldował się w gminie Nowe Miasto, województwo poznańskie88. W 1982 r. wyjechał do Francji. W 1986 r. ob. Stoliński-Ciesielski nie zamieszkiwał w Mysiadle – co sprawdzało MSW89.

Aktami Kaczorowskiej i Kalksteina interesowano się długo, i to zainteresowanie nie ustaje nadal. Akta Kalksteina w grudniu 1977 r. zostały wypożyczone przez Wydział III Departamentu I90. W 1983 i 1986 r. akta Kaczorowskiej wypożyczało Biuro „C” MSW, w latach 1988–1989 zaglądał do nich minister Czesław Kiszczak91. W 1992 r. GKBZpNP w Poznaniu wystąpiła do Sądu Wojewódzkiego w Warszawie o przesłanie akt spraw Ludwika Kalksteina i Blanki Kaczorowskiej92. W styczniu 2003 r. w serwisie PAP została zamieszczona informacja o podjęciu przez IPN śledztwa w sprawie aresztowania gen. Stefana Roweckiego „Grota”. Działania Blanki Kaczorowskiej i Ludwika Kalksteina będą stanowiły przedmiot dochodzenia prowadzonego przez IPN93.

Przypisy:

1 Ksiądz K. Kucharski był członkiem działającego od jesieni 1939 r. do lipca 1940 r. Komitetu Polskiego.
2 AIPN, 0330/245, t. 1, Zeznanie L. Kalksteina-Stolińskiego, 20 VIII 1953 r., k. 39.
3 A.K. Kunert, Słownik biograficzny konspiracji warszawskiej 1939–1944, t. 2, Warszawa 1987, s. 73.
4 AIPN, 0330/245, t. 1, Protokół przesłuchania L. Kalksteina, 27 XI 1953 r., k. 96.
5 Ibidem, Zeznania L. Kalksteina-Stolińskiego (vel Wojciecha Świerkiewicza), 20 VIII 1953 r., k. 39. W trakcie innego przesłuchania 17 listopada (k. 81) stwierdził, że grupę „Hanka” zorganizował w połowie 1941 r.
6 A. Chmielarz, A.K. Kunert, Spiska 14. Aresztowanie generała „Grota” – Stefana Roweckiego, Warszawa 1983, s. 157.
7 P.M. Lisiewicz, Bezimienni. Z dziejów wywiadu Armii Krajowej, Warszawa 1987, s. 77.
8 AIPN, 0192/541, t. 1, Zeznania własne B. Kaczorowskiej, 22 XII 1952 r., k. 114.
9 Ibidem, 0330/245, t. 1, Protokół przesłuchania L. Kalksteina, 17 XI 1953 r., k. 81.
10 J. Wilamowski, W. Kopczuk, Tajemnicze wsypy. Polsko-niemiecka wojna na tajnym froncie, Warszawa 1990, s. 187. W przywoływanych powyżej zeznania L. Kalkstein twierdził, że został aresztowany w początkach kwietnia 1942 r. (k. 39).
11 W powojennych zeznaniach (AIPN, 0330/245, t. 1, k. 88) z 25 XI 1953 r. L. Kalkstein stwierdził, że w trakcie śledztwa na gestapo był konfrontowany z Januszem Bylińskim i jego siostrą Hanką, Janiną Podgórską (Nagórzewską) „Janką” aresztowaną 11 III 1942 r. – dyplomowanym fotografem, Emilią Zomer, Józefem Myśliborskim – wychowankiem rodziców Kalksteina, Jerzym Kopczewskim, Czesławem Milerem, Mieczysławem Goszczyńskim, „Paceltem”, dr Jadwigą Baranowską – pracownia sukien przy ul. Szustra, N.N. („Rzeźnik”), N.N. („Jerzy”), N.N. („Lewiatan” lub „Lewitan”). W jeszcze innym zeznaniu przyznał, że zaczął składać zeznania w końcu lipca lub na początku sierpnia 1942 r. – AIPN, 0330/245, t. 1, Protokół przesłuchania L. Kalksteina, 10 II 1954 r., k. 120.
12 A.K. Kunert, Słownik biograficzny ..., t. 3, Warszawa 1991, s. 166.
13 AIPN, 0330/245, t. 1, k. 108. Ponadto miał brać udział w sprawach rozpracowania wywiadu ofensywnego KG AK, Lepeckiego (lub Lipińskiego), Bolesława Piaseckiego i grupy NSZ.
14 L. Hahn, szef gestapo, sądzony w Hamburgu w 1972 r. Na jego procesie zeznawała I. Chmielewicz.
15 6 V 1944 r. miała miejsce nieudana próba zamachu na W. Stamma przeprowadzona przez żołnierzy AK z oddziału „Pegaz”. W akcji tej zginęło ośmiu żołnierzy AK wraz z dowódcą Kazimierzem Kardasiem „Orkanem” – W. Bartoszewski, 1859 dni Warszawy, wyd. II, Kraków 1984, s. 572.
16 SS-Hauptsturmführer A. Spilker, szef Sonderkommando IV AS.
17 AIPN, 0330/245, t. 1, k. 110–112.
18 W. Ossowska, Przeżyłam... Lwów–Warszawa 1939–1946, Warszawa 1990, s. 200–205.
19 AIPN, 0330/245, t. 1, k. 114–117.
20 Według powojennych zeznań Łucji Hermes „Eli” miało to nastąpić w czerwcu 1943 r. – AIPN, 0192/541, t. 1, Protokół przesłuchania, 12 VI 1947 r., k. 41.
21 A.K. Kunert, Słownik biograficzny ..., t. 3, s. 37. Został wówczas także aresztowany por. Antoni Baranowski „Alan”, „Bagnet” z Oddziału VII KG AK.
22 AIPN, 0330/245, t. 1, Protokół przesłuchania L. Kalksteina-Stolińskiego, 21 VIII 1953 r., k. 46–47.
23 Ibidem, k. 108.
24 W. Bartoszewski, op. cit., s. 512–513.
25 Według powojennych materiałów MBP aresztowanie to nastąpiło 19 XI 1943 r. – AIPN, 0330/245, t. 1, k. 186, Notatka informacyjna z 26 VII 1963 r.
26 W. Bartoszewski, op. cit., s. 515–516.
27 AIPN, 0192/541, t. 1, Protokół przesłuchania Łucji Hermes, 12 VI 1947 r., k. 42.
28 AIPN, 0330/245, t. 1, k. 159–161. Podobnie było w trakcie zeznań składanych 31 III 1954 r. – ibidem, k. 162–164.
29 Ibidem, Protokół przesłuchania L. Kalksteina-Stolińskiego, 23 XII 1953 r., k. 107–108.
30 AIPN, 0192/541, t. 1, Zeznania własne B. Kaczorowskiej, k. 120–122.
31 AIPN, 0330/245, t. 1, Protokół przesłuchania L. Kalksteina-Stolińskiego, 2 VIII 1954 r., k. 129–132.
32 Ppłk/gen. Franciszek Herman służył w LWP od sierpnia 1945 r. Aresztowany w 1949 r., zmarł 21 XII 1952 r. w więzieniu mokotowskim w Warszawie.
33 AIPN, 0235/1088, Informacja por. Kurowskiego z października 1946 r., k. 96.
34 Mjr/ppłk dypl. Marian Drobik „Dzięcioł” był od 1941 r. zastępcą szefa, a od wiosny 1942 r. szefem Oddziału II KG AK. Aresztowany w nocy z 8 na 9 XII 1943 r.
35 Kpt. Jan Kaczorowski był sędzią Najwyższego Sądu Wojskowego – J. Poksiński, „My, sędziowie, nie od Boga...”. Z dziejów sądownictwa wojskowego PRL 1944–1956. Materiały i dokumenty, Warszawa 1996, s. 19.
36 J. Wilamowski, Honor, zdrada, kaźń... Afery Polski Podziemnej 1939–1945, Warszawa 1999, s. 148.
37 Jadwiga Scharfenberg z Biura Studiów Oddziału II KG AK, aresztowana w nocy z 8 na 9 XII 1943 r.
38 Bernard Zakrzewski „Oskar”.
39 AIPN, 0192/541, t. 1, Protokół przesłuchania, 2 VI 1947 r., k. 32.
40 Ibidem, 0235/1088, Notatka służbowa, 7 X 1952 r., k. 114.
41 Płk I. Krzemień był szefem Oddziału II (ujawnienie i rozpracowanie agentów obcych wywiadów oraz zwalczanie działalności wywrotowej, a także prowadzenie inwigilacji i ustaleń oraz dokonywanie tajnych aresztowań) w Głównym Zarządzie Informacji WP – W. Tkaczew, Powstanie i działalność organów informacji Wojska Polskiego w latach 1943–1948. Kontrwywiad wojskowy, Warszawa 1994, s. 15.
42 Julian Konar został mianowany podpułkownikiem 10 VII 1947 r. – „Bijące serce partii”. Dzienniki Personalne Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego, t. I, 1945–1947, red. A.K. Kunert, R.E. Stolarski, Warszawa 2001, s. 147.
43 AIPN, 0192/541, t. 1, Postanowienie mjr. Krasowickiego, szefa Wydziału II Oddziału I Głównego Zarządu Informacji WP, z marca 1948 r., k. 64.
44 Ibidem, 0192/541, t. 2, Notatka informacyjna do sprawy „Romy”, 27 VII 1949 r., k. 74.
45 Imię Vogla według Kalendarza informatora sądowego na 1939 rok, Warszawa 1939, s. 414 brzmiało Ferdynand.
46 AIPN, 0330/245, t. 1, Notatka z 1 IX 1965 r. , k. 165–168.
47 Ibidem, 0192/541, t. 2, Notatka informacyjna do sprawy „Romy”, 27 VII 1949 r., k. 79 ibidem, Pismo ppłk. Winklera, naczelnika Wydziału V Departamentu VII MBP, do płk. Konara, naczelnika Wydziału II Departamentu I MBP, 19 X 1948 r., k. 94.
48 AIPN, 0192/541, t. 2, k. 14–15.
49 Ibidem, Pismo ppłk. Konara do WUBP w Łodzi, 15 XI 1947 r., k. 19.
50 Ibidem, Meldunek o wszczęciu rozpracowania sprawy A.G. 34/47 WUBP w Łodzi, 21 XI 1947 r., k. 22–23.
51 Ibidem, Meldunek o przebiegu rozpracowania sprawy A.G. 34/47, 13 I 1948 r., k. 35.
52 Ibidem, Agenturalne doniesienie źródła „Sroka” przyjęte przez ppłk. Konara 21 II 1948 r., k. 40–44; AIPN, 0235/1088, Agenturalne doniesienie źródła „Sroka” przyjęte przez por. Waliniowskiego 10 IX 1947 r., k. 103–104.
53 AIPN, 0192/541, t. 2, Streszczenie sprawy „Romy” oraz plan operacyjnych przedsięwzięć na najbliższy okres, 12 IV 1948 r., k. 57. M.in. w grudniu 1947 r. – ibidem, Pismo mjr. Leśniewskiego, 22 III 1948 r., k. 89.
54 AIPN, 0192/541, t. 2, k. 58.
55 Ibidem, k. 82.
56 Ibidem, Postanowienie o zaniechaniu sprawy z 29 I 1955 r. podpisane przez por. Przyborowskiego, k. 99.
57 Ibidem, Notatka z 15 IX 1982 r., k. 101.
58 AIPN, 0330/245, t. 2, k. 7–12.
59 AIPN, 0235/1088, Meldunek specjalny ppor. E. Asfela, kierownika Sekcji I w Wydziale I UBP na m.st. Warszawę, k. 132.
60 AIPN, SWMW 598, Postanowienie o tymczasowym aresztowaniu, k. 7. W tym samym dniu por. Jan Miaskowski rozpoczął śledztwo – ibidem, Postanowienie o wszczęciu śledztwa, k. 8.
61 Ibidem, Protokół rewizji, 20 XII 1952 r., k. 2.
62 AIPN, 0192/541, t. 1, Raport o przyjęciu do prowadzenia sprawy, 2 I 1953 r., k. 143.
63 Ibidem, Pismo ppłk. Wołkowa, 18 II 1953 r., k. 172.
64 AIPN, SWMW 598, k. 43, Postanowienie o zamknięciu śledztwa.
65 Ibidem, 597, k. 1.
66 AIPN, 00945/1276, Notatka służbowa Biura „C”, 27 IV 1981 r.
67 Ibidem, SWMW 597, k. 94.
68 Ibidem, 00945/1276, Notatka służbowa ppor. Szypulskiego z 30 VI 1959 r., Raport kpt.
E. Szulima z 30 V 1959 r.
69 Ibidem, 00945/1276.
70 Ibidem, 0235/1088, k. 160.
71 Ibidem, 00945/1276, Notatka służbowa Biura „C”, 27 IV 1981 r.
72 Ibidem, 0330/245, t. 1, Protokół przesłuchania L. Kalksteina, 27 XI 1953 r., k. 97.
73 Ibidem, 0330/245, t. 1, Wyciąg z protokołu przesłuchania Zdzisława Ciesielskiego, 13 I 1955 r., k. 152.
74 APP, teczka osobowa Eugeniusza Gittermana, List Anastazji Mieszkowskiej z 12 I 1990 r.
75 Ibidem, List Genowefy Łotarewicz z 9 IV 1990 r.
76 F. Kadell, Wo sind die anderen Gräber?, „Die Welt”, nr 116 z 19 V 1990 r.
77 AIPN, 0330/245, t. 3, Notatka służbowa Lewandowskiego, 9 VI 1953 r., k. 103; ibidem, Pismo mjr. Gutowskiego, naczelnika Wydziału IV Departamentu I MBP, do kpt. Soleckiego z UBP na m.st. Warszawę, 6 VI 1953 r., k. 104.
78 Ibidem, Pismo ppor. E. Asfela, 23 XII 1952 r., k. 13.
79 Ibidem, k. 26.
80 Ibidem, Akt oskarżenia, 26 IV 1954 r., k. 171.
81 Ibidem, Postanowienie o zamknięciu śledztwa, k. 170.
82 Ibidem, t. 1, Pismo W. Dymanta, wicedyrektora Departamentu IV, do Departamentu
Śledczego MBP, 16 XI 1954 r., k. 180.
83 Ibidem, t. 4, k. 44.
84 Ibidem, t. 4, Notatka dotycząca Ludwika Kalksteina-Stolińskiego, 3 IV 1986 r., k. 79–81.
85 H. Zakrzewska, Niepodległość będzie twoją nagrodą..., t. 2, W więzieniach 1946–1954, Warszawa 1994, s. 200–201.
86 AIPN, 0330/245, t. 4, k. 48–54.
87 Ibidem, k. 60.
88 AIPN, 0192/541, t. 3, Notatka służbowa Biura „C”, 27 IV 1981 r., k. 19–20.
89 Ibidem, t. 3, Notatka służbowa Biura „B” MSW, 4 IV 1986 r., k. 18.
90 Ibidem, Karta wypożyczeń akt, k. 7.
91 Ibidem, t. 1, Karta wypożyczeń akt, k. 2; ibidem, Pismo gen. bryg. Stefana Stochaja do gen. broni C. Kiszczaka, k. 244.
92 Ibidem, SWMW 597, Pismo z 27 X 1992 r., k. 98.
93 Komunikat PAP ze Szczecina, 30 I 2003 r.


Rozczyn dzieł Marksa wlany w bydląt czaszki
Wytwarza z mózgiem przedziwną miksturę

Offline

 

#15 22.05.2009 21:55:45

chrisfox

administrator

status 1
GG? ni mom i nie bede mioł
Skąd: z getta
Zarejestrowany: 8.03.2007
Posty: 11763
WWW

Re: Spiska 14

Jedno na pewno jest nie tak:

26 sierpnia 1943 r. przy ul. Dzikiej 28 został aresztowany

Coś w tym adresie mi się nie zgadza
Może to być 68, 28 na pewno nie - zwłaszcza w sierpniu 1943.


Rozczyn dzieł Marksa wlany w bydląt czaszki
Wytwarza z mózgiem przedziwną miksturę

Offline

 

                                 Czasy takie, że na fb też trzeba trochę istnieć - zajrzyjcie do nas i tam. A tu jesteśmy już od dobrych dziesięciu lat :)                                

adres IP


Stopka forum

RSS
Powered by PunBB 1.2.23
© Copyright 2002–2008 PunBB
Polityka cookies - Wersja Lo-Fi


Darmowe Forum | Ciekawe Fora | Darmowe Fora
Okolicach Szamba Betonowe t29 tabliczka sklep zakaz wjazdu znak sklep sad Międzyzdroje